Stare gry komputerowe, w które powinieneś zagrać, a mogłeś nie mieć okazji

Stare gry komputerowe nierzadko potrafią być źródłem świetnej zabawy i nie tyczy się to wyłącznie tych najpopularniejszych produkcji. Przygotowaliśmy dla was dzisiaj zestawienie siedmiu nieco wiekowych gier na PC, w które – pomimo że przez wielu zostały już zapomniane – wciąż warto zagrać. I wbrew pozorom wcale nie roi się tutaj od oczywistych, „legendarnych” tytułów sprzed lat!

10 października 2021

Większość gier charakteryzuje się dość krótkim okresem zainteresowania graczy. Zastępowane kolejnymi produkcjami często przepadają w zasadzie na zawsze, odchodząc w cyfrowy niebyt.

Stare gry komputerowe warte uwagi

Przedstawiamy wam dzisiaj kilka zapomnianych gier na PC sprzed lat, którym warto poświęcić swój czas:

Binary Domain (2012)

Gra zasługuje na uwagę z dwóch powodów. Po pierwsze, to całkiem udana strzelanka (z elementami RPG) ze świetnie zaprojektowanym systemem walki z robotami. Od blaszanych przeciwników efektownie odpadają części, ograniczając w różny sposób (w zależności od miejsca trafienia) ich potencjał bojowy. Po drugie, przedstawiona w Binary Domain smutna wizja przyszłości, którą można w skrócie opisać jako połączenie Ghost in the Shell i Łowcy Androidów z domieszką Wodnego świata, naprawdę daje radę. Co prawda dylematy moralne Dana (głównego bohatera) są dość przewidywalne i – co by nie mówić – naiwne, jednak twórcy zaproponowali graczom całkiem oryginalny, przekonujący obraz niedalekiej przyszłości. Binary Domain sukces osiągnęło tylko w Japonii, w USA i Europie przeszło natomiast raczej bez echa mimo całkiem niezłych recenzji. 

Stare gry komputerowe - walka w grze Binary Domain

Darwinia (2005)

Pod względem mechaniki rozgrywki produkcja studia Introversion Software to typowy RTS. Akcja Darwinii toczy się w wirtualnym świecie stworzonym przez Doktora Sepulveda. Mieszkańcami krainy są… stare gry, które zmagają się ze zmasowanym atakiem złośliwego kodu wszelkiej maści. Wtedy na arenę wkracza gracz, by swoimi decyzjami przeważyć szalę zwycięstwa na stronę ciemiężonej binarnej cywilizacji. Darwinia to pomysłowy i całkiem grywalny hołd dla poprzednich generacji gier. Wszystko, od oprawy graficznej i przedstawienia jednostek jako dwuwymiarowych, pełnych pikseli sprite’ów po wszechobecne odniesienia do klasyki (m.in. Space Invaders), emanuje podziwem twórców Darwinii dla gier z lat ’80 i ’90.  Trzy lata później wyszedł sequel (Multiwinia), kładący nacisk na tryb multiplayer, jednak dzisiaj niewielu pamięta o tym ciekawym RTS-ie. Studio Introversion zajęło się później produkcją udanego Prison Architect.

Uderzenie meteorytu w grze Darwinia

The Suffering (2004)

Ciekawy survival horror ze świetnym klimatem. Główny bohater – Torque – to mieszkaniec celi śmierci w więzieniu Abbott na odciętej od świata wyspie Carnate. Torque nie ma pojęcia, czy rzeczywiście zasłużył na wyrok, jednak oskarżycielowi udało się przekonać sąd, że protagonista z zimną krwią zamordował swoją żonę i córkę. Torque nie spędza w więzieniu zbyt dużo czasu, ponieważ chwilę po przybyciu do celi i zebraniu myśli Abbott staje się celem ataku sił zła. I to właśnie projekty potworów są tym, czym The Suffering mnie kupił. Monstra przedstawiają różne metody wykonywania kary śmierci, co w połączeniu z klaustrofobicznymi korytarzami więzienia buduje bardzo sugestywną, mroczną atmosferę. Niestety dziś gra mocno się zestarzała, głównie przez oprawę graficzną, która już w momencie premiery nieco odstawała od światowej czołówki. Pomijając grafikę, dalej warto zagrać i zobaczyć, co stanie się z nieszczęsnym Torque’m.

Bohater rażony prądem w starej grze The Suffering

Call of Juarez: Gunslinger (2013)

Gdy po świetnych dwóch częściach serii pojawił się niskobudżetowy i dość słaby sequel, wielu graczy na dobre skreśliło Call of Juarez. Jak się okazało, niesłusznie – Gunslinger, choć nie jest żadnym przełomem, nadal potrafi zapewnić kilka godzin pierwszorzędnej rozrywki. Strzałem (z rewolweru) w dziesiątkę było humorystyczne podejście do tematu Dzikiego Zachodu. Dzięki temu, mimo że Gunslinger opowiada całkiem poważną (i typową dla westernów) historię o zemście rewolwerowca, to wszechobecna parodia znacznie łagodzi atmosferę. Odpowiedni balans humoru i dramatu sprawia, że chce się dalej słuchać przesadzonych opowieści Silasa Greavesa i pomimo pewnych ograniczeń mechaniki gra nie nudzi. Do tego wprowadzono RPG-owe elementy rozwoju postaci (trzy ścieżki do wyboru), co nieco urozmaica rozgrywkę. Jedyne, czego zabrakło, to choćby gościnnego występu Raya – bohatera pierwszych dwóch części cyklu i jednocześnie jednej z najlepszych postaci w historii polskich gier. 

Perspektywa pierwszej osoby z gry Call of Juarez Gunslinger

The Punisher (2005)

Do momentu premiery Netfliksowego serialu Punisher zdecydowanie nie miał szczęścia do filmowych adaptacji. Wszystkie trzy kinowe produkcje okazały się zarówno finansowymi, jak i artystycznymi porażkami. Wyjątek stanowi niezłe krótkometrażowe Dirty Laundry, jednak to ledwie 10-minutowa produkcja przeznaczona na YouTube. Trochę lepiej poszło z grami komputerowymi – wydany w 2005 roku The Punisher został dobrze przyjęty przez graczy i recenzentów. Pod względem gameplayu gra to trochę ulepszony klon Maksa Payne’a – akcję obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby, a misje polegają głównie na strzelaniu i rzucaniu granatami. To, co nadal, 10 lat po premierze, potrafi zaszokować, to skala brutalności Punishera – w tej grze wrzucenie przesłuchiwanego bandyty do sieczkarki do mięsa czy nabicie go na wiszący na ścianie miecz nie jest niczym wyjątkowym. Najważniejsze jednak, że gra dalej oferuje całkiem przyjemne kilka(naście) godzin i zestarzała się dość ładnie, choć oczywiście grafika wygląda dziś nieco archaicznie. Szkoda, że póki co nie ma perspektyw na sensowny powrót Franka Castle na ekrany komputerów.

Bohater gry The Punisher

Ballance (2004)

Niskobudżetowa gra bez fabuły, która wciąga bardziej niż wiele szeroko reklamowanych hitów. Gracz kontroluje małą kulkę, która musi dotrzeć z punktu A do punktu B przez tor przeszkód. Miodność rozgrywki bazuje na dobrze zaimplementowanym silniku fizycznym – kulka ma trzy tryby (papierowa, drewniana i metalowa), a każdy z nich wymaga innego stylu gry. Ciężka metalowa kula rozbija przeszkody, papierowa może wznosić się na wietrze, a drewniana oferuje najlepszą sterowność. W kategorii typowych biurowych przerywników pracy Ballance wciąż króluje, a dzięki śmiesznie niskim wymaganiom sprzętowym i łatwemu do opanowania sterowaniu jest to gra w zasadzie dla każdego.

Stara gra komputerowa Ballance

The Lord of the Rings: Return of the King (2003)

Gry na filmowych licencjach nie zbierają zazwyczaj wysokich ocen. Powrót króla to wyjątek, który okazał się jedną z najlepszych produkcji 2003 roku. Akcję obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby, a gameplayowo to typowy slasher z hordami przeciwników i katowaniem klawiatur/padów. Choć grafika dziś wygląda archaicznie, wciąż fajnie jest wcielić się w Gandalfa i resztę Drużyny Pierścienia, by pokazać orkom gdzie ich miejsce. Problem może stanowić jednak bardzo wysoki poziom trudności, od którego gracze na przestrzeni ostatnich lat odwykli. Jeśli jednak jesteście gotowi na spore wyzwanie w uniwersum Władcy Pierścieni, to Powrót króla będzie dobrym wyborem.

Walka w grze The Lord of the Rings: The Return of the King

Artykuł stworzony we współpracy z redakcją portalu popkulturowego arytmia.eu.

Igor Kaźmierczak

Redaktor naczelny tego skupiska wariatów, który nałogowo pracuje nad poprawą jego ładu. Spełniony muzyk, niespełniony skryba, czasem coś pobazgra na podwędzonym ukradkiem płótnie. Przesiaduje nocami, choć w sytuacjach oficjalnych zarzeka się, że tego nie lubi. Człowiek ze zdiagnozowaną dolegliwością zwaną chronicznym brakiem czasu.
UWaga! Gorące informacje!