Jest kilka tematów w grach planszowych, które sprawiają, że chcę po nie sięgnąć. Jednym z nich niewątpliwie jest budowanie miasta. Teoretycznie więc powinienem czuć się oszukany, gdyż w Tower Up takowego nie uświadczymy, ale w zamian otrzymałem naprawdę wciągającą układankę.

Budujemy
Zasady Tower Up są banalnie proste. W swoim ruchu albo dobierasz surowce, albo je wydajesz na akcję budowy. Jest oczywiście kilka zasad umieszczania elementów, ale sugerowany na pudełku wiek 8+ zdecydowanie nie jest zaniżony. Może mniej ograne dziecko nie zrobi idealnych ruchów i nie zaplanuje strategii do przodu, ale będzie czerpać satysfakcję z budowania wysokich wieżowców i frustrację, gdy ktoś położy piętro na jego dachu (o czym później). Tu dochodzimy do pierwszego zgrzytu. Z jednej strony mamy bowiem tytuł idealny dla rodzin: proste zasady, wznoszenie trójwymiarowych budynków – czego chcieć więcej? Z drugiej jednak czai się negatywna interakcja w postaci walki o to, czyj dach będzie na wierzchu. Rozwiązanie samo w sobie jest bardzo dobre i sprawia, że musimy trzy razy mocniej zastanowić się nad swoim ruchem i tak wszystko poplanować, by moje było na wierzchu, ale wrażliwsi gracze mogą mieć z tym problem.

Dobieramy
By móc budować, trzeba mieć surowce. W Tower Up budować będziemy z czterech rodzajów surowców, tu nazywanych po prostu piętrami. Trochę jak w czasach słusznie minionych nie możemy wznosić kolorowych bloków, ba! nawet szaro-białe będą zakazane, wszystko musi być w jednym kolorze, czyli gdy pierwsze piętro będzie brązowe, pozostałe również muszę być brązowe. Trochę to psuje klimat (o czym również później), ale mechanicznie jest w pełni uzasadnione.

Ścigamy się
Jak wspomniałem we wstępie, Tower Up jest wyścigiem, w którym rywalizujemy o to, kto szybciej spełni wyznaczone cele. W grze występuje ich 10, trochę mało, zwłaszcza że do każdej rozgrywki trafią 3. Same w sobie też nie wnoszą niczego spektakularnego, ot, użyj wszystkich kolorów pięter do budowy różnych bloków czy wręcz przeciwnie, bierz udział w aż czterech brązowych budynkach. Mimo to wyścig potrafi zaangażować graczy. Zwłaszcza w pełnym składzie osobowym o sukcesie najczęściej decydować będzie jedna tura, co dla jednych może być zaletą, a drugich wadą. Ja odnalazłem się w tej konwencji.

Szukamy klimatu
Powtórzę, co powtórzyć trzeba, Tower Up nie jest city builderem. To logiczna układanka, w której staramy się budować w taki sposób, by nikt nie był w stanie położyć piętra na naszym dachu. Tak, brzmi to dość absurdalnie, ale mechanicznie w pełni się broni. Jak to zwykle mówi się w przypadku takich tytułów: ta gra mogłaby być praktycznie o wszystkim.
Trudno wczuć się w klimat, gdy gra zabrania budować kolorowych budynków (bo tak), zmusza cię do dobudowywania pięter na sąsiednich blokach (bo czemu by nie) i zabrania budować bloków w takim samym kolorze, co sąsiednie (bo nie). Gdy dodać do tego wspomniane wcześniej kładzenie pięter na dachach (tu nagle kolory nikomu nie przeszkadzają), otrzymujemy wyścigową grę abstrakcyjną, o ile taki termin w ogóle istnieje. I żeby była jasność, wszystkie te zasady mechanicznie mają sens i gdy tylko przymknie się oko na ich abstrakcyjność, można cieszyć się świetną rozgrywką.
Losowość
Tower Up nie ustrzegł się losowości. Osoby bardziej wrażliwe na tym punkcie mogą mieć problem z doborem surowców. Piętra bowiem dobieramy poprzez wzięcie kart z wystawki. Karta taka spada na stos kart odrzuconych, a my dobieramy surowce na niej nadrukowane. Oprócz pięter w poszczególnych kolorach możemy wybrać przesunięcie się na torach dających nam później punkt i czasem darmowe ruchy, możemy też zdecydować się na jokerowe piętra, czyli klasycznie wybieramy, co chcemy. Wszystko normalne, klasyczne, by nie powiedzieć, oklepane. Niestety z niewiadomego dla mnie powodu, niektóre kart oferują dobranie aż CZTERECH pięter. Najczęściej efekt tego jest taki, że bierzesz tę kartę, nawet jeśli nadrukowane na niej surowce akurat ci są niepotrzebne. Jasne, przewidziano limit 10 surowców, ale wprawiony gracz zawsze znajdzie miejsce, by je wykorzystać. Niby nic strasznego, ale czasem potrafi zaboleć.
Grę otrzymałem od wydawnictwa IUVI Games, co nie miało wpływu na treść recenzji i wystawioną ocenę.




