O machaniu mieczem w grach. Jak bardzo różni się od walki w prawdziwym świecie?

Obroty, piruety, głównie wymachy – walka mieczem dość mocno przypomina układ taneczny. Przygotowaliśmy więc materiał, który rozwieje kilka związanych z tym mitów.

28 października 2022

Ustrzel grową okazję

Przewroty, fikołki i wymachy, tak wygląda większość walk w grach czy filmach. Prawda jest nieco inna, wiele technik jakie tam ujrzymy jest nie tylko oddalonych od prawdy ale i bezużytecznych. Głównym problem są plecy, które często są odkryte dla wroga. Gdy bohater stoi tyłem do przeciwnika, przez tą chwilę jest bezbronny. Musielibyśmy obrócić się z prędkością światła, by mieć szanse nie zostać trafionym.

Więc jak walczyć?

Najpierw trochę historii. Miecze towarzyszą ludziom odkąd potrafimy obrabiać brąz, czyli od dość dawna. Oczywiście w zależności od kultury różnią się wyglądem czy funkcjonalnością. W starożytnym Rzymie był to najprostszy pod względem budowy długi nóż mający około metra długości ostrza. Egipt przyniósł nam przerośnięty sierp, a na Bliskim Wschodzie przede wszystkim machano szablą. Treningami zajmowali się fechmistrze, a ich największą popularność widzimy na przełomie XIII I XIV wieku, w okresie, w którym rozwój broni coraz bardziej przyśpieszał. Różnej długości miecze, sztylety lub topory były codziennością. W zależności od regionu korzystano z innych stylów czy broni, które to zależały od noszonej zbroi. Na przykład w Europie w późniejszych latach używano szpad, które pozwalały na wbicie ostrza pomiędzy metalowe arkusze zbroi. Z czasem nawet kolczuga przestała spełniać swoje zadanie. Żadnej europejskiej broni nie znajdziemy w Afryce, gdzie jedyną osłoną były skóra i drewno. Na tym kontynencie znajdziemy jedynie ostrą broń sieczną. Ciekawym przypadkiem jest improwizowany miecz, składający się z kija, w który wbijano zaostrzone kawałki szkła i kamienie.

Wiele rodzajów broni z gier jest inspirowane prawdziwym sprzętem. Najlepszym tego przykładem jest ukryte ostrze z serii Assassin’s Creed oraz sztylet Bundi zwany Katarem. To narzędzie przystosowane do pchnięć, przypomina kastet z przyczepionym nożem. Indyjska broń ma wiele rodzajów m. in. z zagiętym ostrzem lub otwieranym mechanizmem klingi. Tej właśnie broni używa zabójczyni w Diablo 4.

katar z diablo 4
Źródło: Blizzplanet

Wszystko, co wiemy, znamy z codexów czy ksiąg zapisanych przez nauczycieli fechtunku. Najsłynniejszy jest niemiecki Starhemberg Fechtbuch (Cod.44.A.8) stworzony głównie przez Petera von Danziga. To właśnie z niego wywodzą się podstawowe postawy walki, występujące np. w Wiedźminie 3.

strona z codex 44a 8
Źródło: Starhemberg Fechtbuch

To tyle z gadania szermierza i fechtowca, czas, by kilka słów od siebie dodał zwykły zjadacz elektronicznego chleba – Bartek Sobolewski.

Przyjemność a rzeczywistość

Zanim przejdziemy do sprzętu, skupmy się na technikach. We wstępie zawarliśmy największy problem, którym jest odsłanianie pleców. Każdy piruet, przewrót i salto, to odsłanianie się na uderzenie wroga. Nie ważne, czy jesteśmy Jedi skaczącym nad lawą (High Ground, Anakin), czy wiedźminem, możemy skończyć z widłami w plecach albo lekko przypieczonym.

Musimy pamiętać, że gry często spłycają rzeczywistość tak, by granie było dla nas przyjemnością, a nie katorgą. O uproszczeniach popełniłem już artykuł, w którym starałem się wam przestawić realia nie tylko tworzenia, ale także prawidłowego wykorzystywania broni. Postęp zbrojeniowy zawsze był wyścigiem pomiędzy pancerzami a czymś, co zaszkodzi jego właścicielom. Tak jak Maksymilian napisał wyżej, szpada powstała, by kłuć pomiędzy blachy. We wspomnianej Afryce nie posiadano do ochrony nic poza skórami zwierząt albo kośćmi lub drewnem. Z tego powodu system walki znacząco różnił się od europejskiego, choć początki mają identyczne. W gęsto zaludnionej Europie ludzie mocniej skakali sobie do gardeł, więc zaczęli osłaniać swoje ciała, Od podobnych skór, przez pikowane kaftany, aż do pełnej zbroi, natomiast przeciwna strona próbowała przebić się przez pancerz.

Dziś w grach użytkowana broń nie ma większego znaczenia. W Wiedźminie 3 możemy zabić ciężkozbrojnego rycerza, tak samo, jak chłopa odzianego w koszulę. Fakt, że nasz miecz, który w rzeczywistości głucho obijałby się o pancerz, został kompletnie pominięty. Do pokonywania blachy lepiej nadają się bronie obuchowe (które wywodzą się od zwykłego kija). Po co próbować się przebić do zawartości zbroi, skoro można ją wgnieść i poważnie uszkodzić właściciela. Oczywiście w grze występują różne rodzaje broni: Nadziaki, pałki, buzdygany, a nawet pewna łopata, których działanie i animacje są niestety takie same.

Smutny Geralt
Źródło: CD Projekt Red

Nieco lepiej w tej kwestii prezentuje się Dying Light, które rozróżnia dzierżoną przez nas broń i pałką lub młotem rozbijemy przeciwnikowi głowę, a mieczem całkowicie ją odetniemy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Wiedźmin bardziej stawia na rozwiniętą fabułę, a Dying Light na efektowne zabijanie zombie.

Walka z przeciwnikiem w masce gazowej.
Źródło: Techland

No, skoro samo działanie broni mamy już omówione przejdźmy do technik. W wielu tytułach mamy do dyspozycji jedynie cięcia, ale przecież bronią białą (przynajmniej większością) można też kłóć. To właśnie godzenie zyskiwało na popularności, kiedy przeciwnik osłaniał coraz więcej ciała, pozostawiając jedynie małe przerwy. Tymczasem jedną z niewielu gier posiadających pchnięcia jest Ghost of Tsushima, której=go system walki jest jednym z moich ulubionych. Może poza podpalaniem broni….

Postać z bronią z gry Ghost of Tsushima Director's Cut
Źródło: Sucker Punch Productions

Wielu autorów

Dziennikarski dream team. Najzabawniejsza redakcja w galaktyce. Najlepszy zespół na jaki możesz trafić w swojej ulubionej grze multiplayer. Namaszczeni przez Guru Gier. Mówią na nas różnie. Zawsze jednak sprowadza się to do tego samego: niezależnej zgrai szaleńców-pasjonatów, którzy postanowili wspólnymi siłami odbetonować polską skostniałą branżę dziennikarstwa gamingowego.

UWaga! Gorące informacje!