Film Noc pełzającej śmierci (1986) – glizdy z kosmosu atakują! // Krew na Taśmie

Czy ten tytuł sam w sobie nie jest obietnicą dobrej zabawy i nie krzyczy wręcz: „Hey, this is 80’s, bitches!”? Kaseta z filmem gościła w moim magnetowidzie wielokrotnie, chętnie powtarzałem seanse zarówno sam, jak i ze znajomymi, ponieważ film jest tak wspaniałym guilty pleasure, że idealnie spełnia się na imprezach młodzików lubiących dreszczowce oglądane w tajemnicy przed rodzicami.

3 września 2020

Scenariusz musiał powstać w czasie burzy mózgów fanów filmów grozy, umieszczonych w ciasnym pomieszczeniu wypełnionym marihuaninowym dymem. Film zaczyna się od zuchwałej kradzieży mającej miejsce na statku obcych: jeden z pasażerów kradnie naczynie zawierające obiekt badań obcej rasy, eksperyment wydaje się być bardzo ważny i niebezpieczny, gdyż obcy postanawiają go odzyskać za wszelką cenę. Niestety, w wyniku tego ich statek doznaje krytycznych uszkodzeń.

Tymczasem na planecie Ziemia jest rok 1959. Para nastolatków spędza czas w odludnej części małego miasteczka, siedząc w samochodzie i coraz bardziej zbliżając się do siebie. Miłe chwile przerywa policjant ostrzegający ich przed niebezpieczeństwem w postaci czającego się w lesie mordercy, który zbiegł z pobliskiego szpitala dla obłąkanych. Niezrażeni tym faktem młodzi nadal podziwiają gwiazdy, gdy nagle jedna z nich zaczyna się niepokojąco powiększać. Okazuje się, że to statek obcych, który rozbija się w lesie. Kiedy chłopak sam bada miejsce katastrofy, znajduje pojemnik, który próbowali odzyskać kosmici od złodzieja. Przedmiot jest pęknięty, a z jego wnętrza szybkim ruchem wyskakuje wprost w usta chłopaka żyjątko przypominające przerośniętego ślimaka. Niestety, na pomoc dziewczyny nie ma co liczyć, gdyż pod jego nieobecność towarzystwa dotrzymuje jej wyposażony w siekierę wspomniany wcześniej psychopata.

A więc kosmici, pasożyty z kosmosu i psychopaci z siekierami. Czy to nie brzmi jak miszmasz wszystkiego, co może zaproponować horror z lat ’80? Oczywiście, że nie. Akcja przeskakuje szybko do roku 1986 i do papki z horrorami dodajemy wątki studenckich bractw, młodych fajtłapów pragnących zdobyć dziewczyny, a raczej tę jedną, w której kocha się nie tylko główny bohater, ale i jego prześladowca, szef bractwa, gdzie młodzian chce się dostać. Aby to zrobić, wraz z kolegą muszą wykonać proste zadanie, mianowicie mają ukraść z uniwersyteckiej kostnicy prawdziwe zwłoki, które służą studentom do badań. Nasze uczniaki ratują zahibernowane ciało, jak się okazuje, to ten sam chłopak, który 27 lat temu połknął kosmicznego bezkręgowca. Teraz jeszcze tylko zombie i przepis na piękną katastrofę jest gotowy. Nie ma problemu, będą i zombie!

Opisane wydarzenia to zaledwie początek filmu, wszystko, co dzieje się na ekranie w ciągu seansu, jest wielkim hołdem dla kiczowatego kina z tamtych lat. Fred Dekker, reżyser i autor scenariusza, nie tylko wymieszał wątki z różnych horrorów, ale też wiele postaci nosi nazwiska sławnych reżyserów tego gatunku, jak Cronenberg, Raimi czy Romero. Wielbiciele kina grozy z pewnością wyłapią wiele smaczków i oczek puszczanych w ich stronę. Postaci w Nocy pełzającej śmierci nie są sztampowe, są celowo przerysowane, tryskające humorem i tekstami, które zapadają w pamięć. Prym wiedzie tu Detektyw Ray Cameron grany przez Toma Atkinsa. Zgorzkniały i podstarzały detektyw jest największym źródłem chwytliwych one linerów w filmie i bohaterem, który kradnie dla siebie cały ten show. Przed laty to on powstrzymał psychopatę z siekierą, ale nie udało mu się uratować ukochanej, co odbiło się na jego stylu życia. Teraz będzie miał okazję zmierzyć się z przeciwnikiem raz jeszcze, gdyż kosmiczny ślimak w przeciwieństwie do ziemskich pasożytów może dać życie swojemu od dawna już martwemu nosicielowi.

Film nie przynudza ani na chwilę, a im dalej, tym lepiej. Na ekranie cały czas coś się dzieje, jeśli akurat nikt nie jest mordowany lub z grobu nie powstaje kolejny potwór, to akcja kieruje się w stronę studenckiej komedii. W połączeniu z fenomenalnymi efektami specjalnymi i designem potworów oraz efektownymi scenami gore dostajemy wyborne danie będące kwintesencją lat ’80. Najlepszą rekomendacją dla Nocy pełzającej śmieci pozostaje zdanie wypowiedziane w filmie przez detektywa Camerona: „Zombie, eksplodujące głowy, pełzające larwy, no i randka. Strzał w dziesiątkę, Spunky”.

Michał Chyła

Fanatyk soulsike i platynowania gier. Uwielbia retro konsole i gry oraz horrory z VHS. Zrecenzuje wszystko co mu w ręce wpadnie. Relaksuje się najbardziej przez wbijanie expa. Przed śmiercią chciałby zagrać w każdą grę, jaka wyszła.
UWaga! Gorące informacje!