Film Kleszcze (1993) – borelioza to najmniejszy problem // Krew na taśmie

Złapałeś kiedyś kleszcza? Paskudny szkodnik, leśny wampir terroryzujący spacerowiczów, grzybiarzy i miłośników zabaw w plenerze groźbą wyssania krwi i poważnymi chorobami. A co by było, gdyby taki robaczek miał szczęki pozwalające nie tylko na ugryzienie, ale i odgryzienie całej kończyny?! W 1993 roku powstał horror odpowiadający na to pytanie.

16 kwietnia 2021

Robi się coraz cieplej, można wyjść do lasu, pooddychać i zrelaksować się z dala od miasta. Zdjąłem już trzy kleszcze z moich psów, chyba więc draństwo wszelakie powróci wkrótce do naszej codzienności. Zwłaszcza że las to teraz najbezpieczniejszy kierunek do odwiedzania. Przygoda ta przypomniała mi o kultowym, przynajmniej u mnie na podwórku, horrorze z 1993 roku, którego tytuł stanowi właśnie nazwa tego paskudnego, wampirzego robaczka. Kleszcze były wtedy dla nas czymś nowym, a że wypady na grzyby i jagody to było to, co dzieciaki lubiły najbardziej (tak, były emocje w grzybobraniu), to obejrzenie filmu o czyhającym zagrożeniu wydawało się obowiązkowe. I nikt już nie poszedł do lasu w krótkich spodenkach.

Uwaga na kleszcze i kto wie, co jeszcze

Głównym bohaterem Kleszczy jest młodociana gwiazda mojego dzieciństwa, chyba najbardziej charakterystyczny i drugi po Coreyu Feldmanie aktor, którego role przypominam sobie regularnie – Seth Green. Twórca Robot Chickena i głos Chrisa z Family Guy gra nastolatka z problemem lęku przed przestrzenią, gdyż zgubił się jako mały chłopiec w lesie i ta trauma uprzykrza mu życie. Na szczęście ojciec chłopaka wpada na wspaniały pomysł. Wysyła go na terapię do lasu. No bo ogień najlepiej zwalczać ogniem, prawda?

szeryf ofiara hodowców trawy

Wraz z Tylerem i dwójką terapeutów do lasu wyrusza wesoła banda. Popłoch i jego pies, czyli nastolatek walczący ze zbytnią agresją i kozactwem, córka jednego z terapeutów, która do lasu jeździ jakby za karę, para aroganckich dzieciaków, których wyraźnym problemem jest nadmiar pieniędzy u rodziców, oraz skryta i małomówna Azjatka. Na pierwszy rzut oka wiadomo, kto zostanie ofiarą, a kto dotrwa do końca leśnej przygody.

kleszcz ze strzykawką w plecach

A las, jak to las, piękny, sielski i zielony. Dosłownie zielony, ponieważ lokalny rzezimieszek wybrał go sobie na teren uprawy konopi indyjskiej i aby interes szedł jeszcze lepiej, do zwiększenia uprawy wykorzystuje sterydy, które, jak się okazuje, mają nie tylko wpływ na porost roślin, ale i pasożytniczej fauny lasu. Przekonuje się o tym mieszkający na plantacji i doglądający roślin Jarvis (niezastąpiony aktor drugiego planu, Cliff Howard), stając się jedną z pierwszych ofiar zmutowanych kleszczy.

Nie pomogą spraye ani kremy na insekty

Wkrótce po całym lesie rozłazi się pełzające zagrożenie, a gdyby tego było mało, wspomniany gangster wraz ze swoim pomocnikiem wykazują psychopatyczne skłonności i zaczynają terroryzować młodych przybyszy z miasta i ich opiekunów. Wątek bandytów nie jest specjalnie wyjaśniony, wiadomo, że zamordowali szeryfa, ale nie wiadomo, dlaczego zależało im tak bardzo na zabawie z młodym uciekinierem, że spalili przy tym całą plantację swojej marych i dlaczego każde ich zachowanie wpływa destrukcyjne na ich interesy. Liczy się tylko to, że to mało logiczni psychopaci i wywołany przez nich pożar powoduje wymuszoną migrację całej bandy zmutowanych kleszczy, która wybiera się wprost na chatę bohaterów. Zupełnie tak samo, jak dwójka niemilców.

jaja kleszczy na ścianie

Film trwa zaledwie osiemdziesiąt minut i wszystkich wątków nie dało się odpowiednio rozwinąć, a bohaterów poznać. Logika części wydarzeń też mocno kuleje, bo, jak pisałem, hodowcy marychy to bardzo niebezpieczne typy, mimo to wszyscy w pobliskiej miejscowości wydają się nie tylko doskonale o nich wiedzieć, ale i tolerować jako część krajobrazu. Tyler nie wzbudza specjalnej sympatii, ale reszta nastolatków też zachowuje się w taki sposób, że nie możemy się doczekać, aż leśni krwiopijcy dobiorą się im do tętnic. I szkoda, że seans jest tak krótki, bo wszystkie ataki kleszczy wypadają całkiem fajnie i potrafią wywołać grymas niesmaku na twarzy widza.

Trudna młodzież, łatwy cel

Małe żyjątka, które tak jak zwykle wgryzają się w ciało, wysysając krew, po uzyskaniu większego rozmiaru swoimi szczekami nie tylko rozcinają skórę ofiary, ale i mięśnie, kości oraz wszystko, co stanie na ich drodze, praktycznie pożerając nieszczęśników kawałek po kawałku. Finał zapada w pamięć, mimo upływu lat do dziś pamiętam scenę narodzin megakleszcza, która w ogóle się nie zestarzała i nadal wygląda epicko.

Film warto sobie odświeżyć zwłaszcza przed wyjazdem do lasu. Animal horror rzadko jest aż tak dobrze poprowadzone, może czasami wkrada się brak logiki w poczynani bohaterów, może i wszystko dzieje się za szybko, ale z drugiej strony film zapewnia stały dopływ rozrywki dla widza bez dłużyzn i zbędnej ekspozycji. Mogło być znacznie gorzej, gdyż scenarzysta Kleszczy popełnił w swoim życiu jeszcze jeden twór, scenariusz do Mortal Kombat 2. Kleszcze pozostają dla mnie hitem lata mimo upływu lat. Aż nabrałem smaku na kolejny film, który nadaj się na maraton wspólnie z Kleszczami, czyli Komary. Ale to już zostawiam na kolejną odsłonę.

okładka vhs

Michał Chyła

Gdyby miał się porównać do postaci ze świata filmu to byłby to Gruby Gnój z Austina Powersa. Twierdzi, że jego ulubionym gatunkiem filmowym jest dramat psychologiczny, ale ogląda przynajmniej jeden słaby horror z lat 80tych dziennie. Maniak serii Souls. Przed śmiercią chciały zagrać w każdą grę, jaka wyszła.
UWaga! Gorące informacje!