Film Autostrada do piekła (1991) – bo do nieba trzeba po schodach // Krew na taśmie

Gorsze niż piekło po śmierci jest tylko piekło za życia. Takim hasłem reklamował swój film w 1991 roku Ate de Jong. Brzmi przerażająco, ale skoro do nieba należy fatygować się po schodach, a do piekła prowadzi autostrada, to nic dziwnego, że zło wydaje się tak pociągające. Zwłaszcza jeśli jest się młodym człowiekiem zmierzającym do krainy rozpusty, aby wziąć potajemny ślub ze swoją przepiękną narzeczoną.

24 października 2020

Ford Pinto dzielnie przemierzał spalone słońcem, pustynne tereny Stanów Zjednoczonych. Niezliczone kilometry mijały Charlie’emu i Rachel, jakby ich w ogóle nie było, gdyż zamiast drogą, byli zbyt zajęci celem, nie tyle nawet samym ślubem, co skonsumowaniem zawartego aktu małżeństwa. Charlie gotowy był przyspieszyć ten proceder, Rachel jednak pragnęła czegoś więcej niż numerku na tylnym siedzeniu wątpliwej konstrukcji Forda swojego wybranka. Gdyby jednak wiedziała, do czego doprowadzi ją ta wstrzemięźliwość, zapewne pozwoliłaby chłopakowi na większe swawole, zanim jeszcze wsiedliby do samochodu.

W drodze natrafiają na wyjątkowo upartego stróża prawa, który dokonuje siłowego zatrzymania ich samochodu, a następnie bez słowa wyjaśnienia zabiera dziewczynę do radiowozu i odjeżdża w siną dal, pozostawiając zdezorientowanego Charlie’ego na środku autostrady. Chłopak szybko kojarzy fakty i ostrzeżenie, które starał się mu przekazać właściciel ostatniej stacji benzynowej, gdzie tankował samochód. Puścił je wtedy mimo uszu, a teraz wydało mu się niezwykle ważne. Starzec ze stacji starał się go przestrzec przed zboczeniem z drogi i zjazdem, który prowadzi wprost do samego piekła. Niestety, mądry młodzian po szkodzie. Glina z piekła rodem, z radiowozem, jakiego nie powstydziłby się Mad Max, i twarzą pełną blizn, które są wyciętymi słowami, ewidentnie nie zmierzał na najbliższy posterunek policji w Nevadzie, a prędzej do samego rogatego pana, który często korzysta z jego usług do zapewniania sobie dostaw pięknych i młodych dziewic. Charlie wraca więc na stację, aby dzięki wskazówkom starca ruszyć w pościg i odbić ukochaną z rąk strażnika piekła.

Orfeuszowa wyprawa Charlie’ego przysporzy raczej więcej śmiechu niż grozy, a choć pocięta morda piekielnego gliny może powodować niepokój, to film częściej zdradza swoje zapędy na zostanie komedią z elementami horroru niż na odwrót. Nie przez przypadek zresztą epizodyczne role grają tu tak znani komicy, jak Gilbert Gottfried jako Hitler czy obsługa przydrożnego baru piekielnego prowadzonego przez całą rodzinę Stillerów z Benem i jego ojcem Jerrym na czele. Wszystkie te spotkane postacie będą próbowały albo pomóc Charlie’emu w osiągnięciu celu, albo znacznie skuteczniej i częściej przerwać jego eskapadę. Sama Rachel również będzie poddawana próbom i kuszeniu, ponieważ szatan mimo iż uprowadził dziewczynę wbrew jej woli, jest na tyle dżentelmenem, że zainteresowany jest dziewczyną tylko wtedy, jeśli odda mu się z własnej woli.

Dziewięć milionów budżetu pozwoliło autorom na stworzenie bardzo ciekawego wizualnie obrazu, kostiumy zasługują na pochwałę i design potworniejszych mieszkańców piekła jest nie tylko ciekawy, ale nie kłuje plastikowością, przynajmniej niezbyt przesadną, gdyż nie da się ukryć, że świetnie zrobiona twarz diabelskiego policjanta wymusza na nim milczenie, ponieważ usta są nieruchome.

Aktorstwo w filmie nie razi sztucznością, aktorzy co prawda przerysowują swoje postacie i grają na granicy pastiszu, ale taka koncepcja idealnie się sprawdza. Seans Autostrady do piekła jest niezwykle lekki i przyjemny. Równowaga pomiędzy scenami z horroru a komedią jest zachwiana na korzyść tego drugiego gatunku, dlatego film nadaje się idealnie dla osób od kinowej grozy stroniących. Jeśli ktoś jest jednak fanem kina z dreszczykiem, zapewne będzie zadowolony, wyłapując w filmie wiele ukrytych smaczków i nawiązań do starszych produkcji, o których nie ma co pisać, żeby nie psuć widzom przyjemności z odkrywaniu tych elementów.

Film w Polsce nie zdobył zbyt wielkiej publiczności ani nie dorobił się statusu kultowego obrazu z ery VHS, warto jednak spędzić półtorej godziny z tym zabawnym obrazem, zwłaszcza w wersji kasetowej czytanej przez Tomasza Knapika. Spora doza nostalgii i zaspokojenie głodu kina klasy B zapewnione. Przy 9 milionach budżetu film przyniósł 26 milionów przychodu, dlaczego więc zamiast kultowym obrazem jest zapomnianą perłą? Jak do tego doszło? Nie wiem.

Michał Chyła

Recenzuje komiksy i gry Indie. Fanatyk gatunku soulslike.
UWaga! Gorące informacje!