Trudno oczekiwać od każdej gry, że wniesie coś nowego, świeżego i odkrywczego. Bohema nie udaje rewolucyjnej gry, na której przez lata wzorować się będą twórcy. Bierze sprawdzone rozwiązania, dodaje piękne ilustracje i zgrabnie łączy wszystko w wyraźnie odczuwalny temat. Czy to wystarczy, by oferować przyjemną rozgrywkę? Zdecydowanie tak. Czy to wystarczy, by przebierać nogami na myśl o kolejnej partii? Zdecydowanie nie.

Zamiast nas
Bohema w głównej mierze opiera się na rozwiązaniu znanym z Zamiast nas wydanej przez Lucrum games. Będziemy tu układać karty obok siebie w taki sposób, by znajdujące się po ich bokach symbole łączyły się w całość. To da nam punkty, za które będziemy mogli kupować kolejne karty i/lub zdobywać Osiągnięcia, których potrzebujemy do zakończenia gry. O ile nie jestem wielkim fanem tak jawnego kopiowania rozwiązań z innych gier, tak tu mi to nie przeszkadza, gdyż Zamiast nas było aż tak nudne i losowe, że ciężko mi się w to grało, choć samo łączenie połówek symboli była całkiem przyjemne. Może więc być to jakiś pomysł, drogowskaz dla twórców: szukać słabych gier z pojedynczymi ciekawymi rozwiązaniami i dobudować do nich co najmniej solidny tytuł.

Tworzyć czy pracować?
Oczywistym wydaje się, że w grze polegającej na łączeniu symboli na kartach będziemy chcieli ustawić obok siebie jak najwięcej pasujących kart. Sęk w tym, że w danej rundzie (dniu) możemy ułożyć tylko cztery karty. Drugi sęk w tym, że warunkiem nieotrzymania kary w postaci karty Udręki (przeszkadzajka zawierająca jakieś utrudnienie, którą wtasowujemy w talię) jest pójście do pracy. W praktyce polega to na tym, że zamiast czterech kart kładziemy trzy plus żeton pracy, który nie daje nam żadnych symboli. W teorii daje to pole do główkowania, czy zebrać więcej symboli i kupić lepsze karty, ale otrzymać również Udrękę, czy jednak grzecznie pójść do pracy i kupić gorszą kartę. W praktyce jednak nie jest aż tak kolorowo. Raz, że łatwo wyliczycie sobie, czy opłaca się zebrać tych kilka symboli więcej, czy jednak lepiej pójść do pracy. Dwa, że w późniejszych rundach, dzięki umiejętnościom na kartach i specjalnych punktach pracowni, z łatwością ignorować będziecie negatywne efekty Udręk.

Którą kartę kupić?
Skoro mowa o wyborach, największy dylemat towarzyszyć nam będzie podczas wydawania punktów z uzyskanych wcześniej symboli. A jest w czym wybierać. Z jednej strony chcemy kupić karty zwyczajów, które nie dość, że mają więcej symboli od naszych kart startowych, to jeszcze posiadają ciekawe umiejętności. Z drugiej możemy wydać punkty na Muzy, które mają jeszcze silniejsze umiejętności i które nie zajmują ograniczonego miejsca na planszy planu dnia. Z trzeciej możemy kupić kartę osiągnięć, których potrzebujemy, by zwyciężyć. Tu bowiem nie gramy określonej liczby rund, a gra kończy się, gdy któryś z graczy będzie posiadał określoną, zależną od liczby graczy, liczbę kart osiągnięć. Tym razem nie będą to wybory iluzoryczne i decydować będą o naszym końcowym powodzeniu bądź jego braku.

Którą kartę zagrać?
Wracając do układania kart w optymalny sposób, by uzyskać jak najwięcej symboli, niestety nie daje to aż tyle satysfakcji, ile mogło. Zasadniczo bowiem dobieramy na rękę pięć kart (plus ewentualne Muzy i Udręki, które zwiększają limit kart na ręku). Pięć kart w ręku, cztery miejsca na planszy, jak nietrudno zgadnąć, nie ma tu zbyt wiele kombinacji, zwłaszcza że nasze plansze planu dnia mają dodatkowe bonusy sugerujące, jakiego koloru kartę dobrze tam położyć. O ile więc przyjemnie główkujemy przy kupnie kart, to późniejsze ich układanie jest praktycznie machinalne.

Co z tym klimatem?
Bohema jest śliczna. Zarówno grafika na okładce, jak i ilustracje na kartach sprawiają, że w trakcie rozgrywki aż przyjemnie popatrzeć na stół. To zdecydowanie ułatwia wczucie się klimat artystycznej bohemy, niemniej należy pamiętać, że chodzi tu o układanie symboli. Autorzy postarali się, by działania na kartach były powiązanie z życiem artysty, podobnie jak Muzy i Udręki, stąd ogólne odczucie, że jeśli ktoś chce poczuć klimat, to w Bohemie go poczuje. I nie mówię tu o opcjonalnej zasadzie opowiadania o swoim dniu, gdyż po dwóch turach większość graczy machnie na to ręką – takim rozwiązaniom udającym klimat mówimy zdecydowane „nie”.
Grę otrzymałem od wydawnictwa Portal co nie miało wpływu na treść recenzji i wystawioną ocenę.




