Test Pandora Box 11S – Domowy Wóz Drzymały

Co robił wagon na kołach na uboczu wesołego miasteczka, w którego centralnym punkcie stała wielka karuzela? A no był on mobilnym centrum rozrywki, jaką dostarczały automaty z grami. Metal Slug, Mortal Kombat, Street Fighter – nie starczy miejsca, by wymieniać. Podobnie jak za mało miejsca jest, aby wymienić wszystkie gry, jakie zawiera automat, który można postawić nawet w kawalerce i przypomnieć sobie, jak to kiedyś było.

6 maja 2021

Z ciężkim sercem wystawiam tak „niską” ocenę, bo mimo iż Pandora Box 11S wydaje się urządzeniem genialnym, z którym spędzę jeszcze bardzo wiele godzin, to nie jest ono doskonałe. Jeszcze nie, więc dajmy te jedno oczko na miejsce dla poprawek w nowszej i bogatszej wersji.

4.0 /5
  • Liczba gier powala – 3000+ in 1!!!
  • Gatunkowa różnorodność tytułów
  • Jakość większości emulowanych tytułów
  • Wysokiej klasy wykonanie sprzętu
  • Zawartość opakowania
  • Możliwość podłączenia dodatkowych urządzeń
  • Cena
  • Brak możliwości zapisu stanu gry
  • Parę niegrywalnych przez złą emulację tytułów
  • Nie nadaje się do grania po nocach
  • Rozdzielczość: 1280 × 720
  • Wzór: Street Fighter
  • Ilość gier: 3003
  • Kabel HDMI
  • Kabel VGA
  • Kabel USB
  • Zasilacz
  • Kabel zasilający
  • Napięcie wyjściowe: 12V
  • Prąd: 5A
  • Wymienne przyciski: dwie sztuki
  • Kod produktu: 00060C1
Spis treści

Pandora Box to azjatycka zabawka, która kusi graczy bogatymi obietnicami dostępu do tysięcy gier arcade, wprost ze stron pokroju Wish czy AliExpress. Jako że ceny takich domowych automatów do gier wahają się, w zależności od modelu, od 300 do 1000 zł, trudno uwierzyć, że sprzęt zapewni wysoką jakość, mając na uwadze, że obiecano nam niemało, bo parę tysięcy gier wgranych w pamięć konsoli. Wszyscy fani retro pamiętają pegasusowe kartridże z bogatymi składakami 9999999999in1, których zawartość bardzo szybko okazywała się powtarzalną do bólu listą złożoną z wariacji zaledwie garstki tytułów. Pokusa jednak była wielka, więc kiedy nadarzyła się okazja sprawdzenia takiego sprzętu, chętnie przystąpiłem do zabawy, licząc, że konsola spełni choć część pokładanych w niej nadziei.

konsola Pandora Box 11S

Pudło z Pandora Box 11S dotarło do mnie za pośrednictwem kuriera, nie było mowy o paczkomacie, bo konsola ma słuszne gabaryty. Mimo to nie było zbyt ciężkie. Całkiem przyjemny szary karton z czarnymi nadrukami w niczym nie przypominał opakowania konsoli do gier, raczej można by się spodziewać wewnątrz zamówionego z Allegro katalizatora do malucha niż napakowanej fajerwerkami zabawki. Po otwarciu bynajmniej nie puszki Pandory wita nas profesjonalne pakowanie sprzętu, nic się nie ociera, nie lata i wszystko ma swoje miejsce w pudle – jest solidnie zabezpieczone. Poza konsolą znajdujemy zasilacz, komplet kabli, w tym HDMI, bo konsola obsługuje rozdzielczość 1280 × 720, kabel VGA, kabel USB do podłączenia dodatkowego akcesorium, np. kontrolerów do gier dla czterech graczy, oraz zastępcze dwie sztuki przycisków w razie gdyby w emocjach zdarzyło się uszkodzić ten element konsoli. Jest też instrukcja w języku angielskim, ale jest ona bardzo lakoniczna i uniwersalna dla wielu modeli konsoli, przez co nie wszystko zgadza się z naszym sprzętem.

Pandora Box 11S, kombajn dla fanów retro

Sama konsolka nie jest jednak trudna w obsłudze. Wystarczy podłączyć zasilacz, połączyć konsolkę z TV załączonym w zestawie, odpowiednio długim kablem HDMI, wcisnąć pstryczek startu z tyłu konsoli i już naszym oczom ukaże się kolorowy napis z logo Pandory na ekranie startowym oraz eleganckie podświetlanie samej konsoli, które w czasie grania przebija się spod grubej warstwy wytrzymałego pleksi. Konsola obsługuje dwa rodzaje dźwięku, ten z TV oraz dźwięki z głośniczków zamontowanych w obudowie konsoli. Można zmienić w ustawieniach źródło tak, aby dźwięk wydobywał się wyłącznie z telewizora, ale tracimy wtedy niepowtarzalny klimat automatu arcade, jaki budują okrzyki postaci lub muzyczka puszczana wprost z konsoli. Z tyłu mamy zamontowany niewielki potencjometr, który pozwala nam w dowolnej chwili regulować głośność konsoli. Znajduje się tam również wejście audio, dwa wejścia USB, oczywiście HDMI, zasilające i VGA oraz guziczek służący do uruchomienia menu konsoli.

akcesoria do konsoli

We wspominanym menu mamy dostęp do szeregu opcji pozwalających na zmiany ustawienia gier, takich jak poziom trudności, przełączenie trybu konsoli na symulowanie wrzucanej monety przez jeden z przycisków funkcyjnych czy zmiana ustawień klawiszy oraz zmiana liczby creditsów i życia, z jakim zaczynamy poszczególne tytuły. Można też zmienić język samej konsoli, ale polskiego oczywiście brak. Sama skrzynia prezentuje się za to wzorcowo, wykonana z aluminium z grubym pleksi, z wzorem ze Street Fightera, szesnastoma przyciskami funkcyjnymi oraz dwiema gałkami, z góry od razu widać, że to żywcem wycięty kawałek panelu arcade. Sama obudowa pozwala też na idealne dopasowanie konsoli do obudowy automatu, gdyby ktoś chciał zabawić się w domorosłego stolarza, choć pojawiły się już w sieci oferty gotowych obudów do konsoli, a nawet gotowe zestawy z już zabudowaną konsolą, monitorem oraz okleinami wg wizji klienta.

Test Pandora Box 11S – zrób swój prywatny salon gier w domu!

Łatwo więc zbudować sobie swoją własną maszynę arcade, na wzór tych, w jakie ciorało się w wozach Drzymały w latach ’90. Jeśli jednak nie masz takich zapędów, śmiało możesz rozsiąść się przed telewizorem i dzięki charakterystycznemu klikowi w czasie operowania gałką oraz stukaniu przycisków również powinieneś poczuć klimat arcadowni sprzed lat. Zwłaszcza dzięki fenomenalnemu zbiorowi tytułów zawartych na konsoli.

Street Fighter Alpha

Nie tylko na obudowie mamy Ulicznego Wojownika, ale i biblioteka tytułów zawiera ogrom odsłon popularnej serii. Sam Street Fighter 2 zajmuje tu klika miejsc na liście w swoich różnych odsłonach, nie mówiąc już o serii Alpha czy nawet odsłonach trójwymiarowych. To jednak nie wszystko dla wielbicieli bijatyk 2D. Znajdują się tu również takie tytuły, jak King of Fighters, Last Blade, Garou, Darkstalkers, Samurai Shadown, na Mortal Kombat kończąc. Większość w liczbach hurtowych zwierając masę wydań od początku istnienia serii co najmniej do czasów PlayStation 2. Fanów bijatyk 3D ucieszy natomiast zestaw trzech części Tekken z PSX, przy czym są to wersje emulowane wprost z konsoli, więc jedynka i dwójka stanowią raczej ciekawostkę dla najbardziej zagorzałych fanów serii. Za to trójka zachowała się doskonale i zyskuje na grywalności dzięki specyfikacji konsoli Pandora Box. Oczywiście bijatyki 1 vs 1 to nie wszystko, są jeszcze serie beatem’up od portów z konsol Segi, takich jak Street of Rage czy Final Fight, do tych które nie opuściły nigdy maszyn arcade, czyli np. Cadillacs and Dinosaurs czy Alien vs Predator.

Tylko arcade? To nie problem!

Nie zabrakło też masy strzelanek w postaci serii Metal Slug, kliku części Conta, Gunstar Heroes i całej masy kultowych tytułów run’n’gun. Na deser można też sprawdzić swoje zdolności w grach typu puzzle, czyli wszelkiej maści tetrisach, takich jak Super Puzzle Fighter, Bust a move czy arkanoidach, a dla fanów sportu oczywiście gry wyścigowe oraz wszelkiej maści sportówki, których to dział z powodu osobistych preferencji raczej omijam. W katalogu gier znajdziemy również pierwsze wydania Mario oraz gry, które pamiętają najstarsze czasy salonów arcade, czyli podstawowego Pac-Mana oraz jego pozostałe wersje czy Jousta, Burger Time i Donkey Konga. Spektrum gier umieszczonych w pamięci konsoli jest tak szerokie, że wiele miesięcy zajmie mi ogranie wszystkich tytułów, które uważam za TOP w bibliotece Pandorki i choć konsola ma możliwość rozszerzenia listy o dodatkowe tytuły dzięki pamięci USB, to nie wyobrażam sobie, abym kiedykolwiek poczuł taką potrzebę.

Mortal Kombat

Samo menu konsoli jest bardzo proste i przejrzyste, przeglądamy listę tytułów za pomocą gałki, a po prawej stronie mamy ekranik wyświetlający fragment ekranu startowego obecnie zaznaczonej na liście pozycji. Niestety nie wszystkie tytuły są dobrze opisane, a i zdarza się, że podgląd wskazuje na inny tytuł niż ten, który kryje się pod pozycją na liście. Nie jest to jednak zbyt częste, a przeglądnie listy ponad trzech tysięcy gier ułatwia nam ukryta pod jednym z guzików wyszukiwarka, w której można wpisać fragment wyszukiwanego tytułu, aby szybko uporać się z przebijaniem przez morze pozycji. Klawisze funkcyjne, poza pauzą i przyciskiem odpowiedzialnym za uruchomienie gry czy wirtualny wrzut monety, nie są opisane, wszystkie są w jednym, białym kolorze co zapewne powodowane jest tym, że nie każda gra wykorzystuje wszystkie sześć przycisków, a ich konfiguracja domyślna może się różnić. Słuszną więc linię ma producent, że nie definiuje domyślnych nazw przycisków, choć na początku trzeba się przyzwyczaić i wykuć gdzie znajduje się przycisk startu gry, a gdzie wejście w wyszukiwarkę i wyjście z niej bez potwierdzenia.

Pandora Box 11S w akcji, czyli zacznijmy grać!

Na pierwszy ogień postanowiłem wypróbować strzelankę chodzoną, czyli dwie odsłony Metal Slug X, którą pamiętam jeszcze z PSX, oraz szóstą odsłonę. Przyznam, że sprzęt sprawdził się w próbie bezbłędnie. Szybka zmiana kierunku prowadzonego ostrzału, wykorzystywanie broni podstawowej oraz rzut granatem w czerep nadciągającego wroga – wszystko odbywa się ultrapłynnie, konsola nie ma żadnych opóźnień czy problemów z interpretacją poleceń gracza przy wymachiwaniu gałką. Charakterystyczny klik gałki jest bardzo przyjemny, a sterowanie nią bardzo miłe dzięki temu, że zachowuje się płynnie, a nie jest wyłącznie ukrytym w obudowie czterostronnym krzyżakiem. Ogień prowadzimy w każdym kierunku i dzięki świetnej responsywności sterowania nie mamy problemów z namierzeniem chmar nadciągających wrogów. Szybko przełączyłem się więc na gatunek, który ucierpiałby równie mocno, gdyby sterownie kulało, czyli wertykalną strzelankę w stylu bulet hell. Nie będę przytaczał tytułu, bo sprawdziłem kilka, ale w każdym jednoczesne prucie do wroga i unikanie pędzącej w moją stronę ferii barwnych pocisków jeszcze nigdy nie było tak przyjemne. Naprawdę konsola oddaje nam w dłonie doskonały system sterowania, który pozwala na niezwykłą precyzję w tak nastawionych na to gatunkach.

Caddilacs and Dinosaurs

Wiadomo jednak, że arcade stick to domena bijatyk, tak więc przygotowałem sobie listę ciosów z Mortal Kombat 2, Street Fighter Alpha 3 oraz kilku innych tytułów, aby sprawdzić, czy faktycznie tak gloryfikowane przez pro graczy sterowanie na arcade sticku pozwoli mi na poprawienie swoich umiejętności w wyprowadzaniu karkołomnych ciosów. Przyznam, że nadal daleko mi do wykręcania kosmicznych kombosów w którymkolwiek z tytułów, ale ciosy specjalne czy fatality, które ciężko było wyprowadzić w MK2 na Sedze Mega Drive, na Pandora Box wchodzą wyśmienicie. Ryu pierwszy raz sypie hadukenami, które wychodzą spod moich łap, a i całkiem eleganckie ciosy serii KoF udaje mi się powoli opanować. Zdecydowanie warto zakupić tę konsolę, jeśli ktoś jest fanem bijatyk. Liczba dostępnych tytułów z gatunku przyprawia o ból głowy, a przyjemność z walki na automacie może spowodować, że do pada już nie będziecie chcieli wrócić.

Wirtualne monety, niekończąca się rozgrywka

Ogromnym atutem konsolki jest to, że posiada ona dwa zestawy wajch i przycisków, przez co w każdej chili może dosiąść się do nas drugi gracz i – wrzucając wirtualną monetę – dołączyć do zmagań z falami wrogów lub stanąć do walki z kompanem twarzą w twarz. Przepychanki i próby pokrzyżowania planów koledze w drodze do pokonania nas w Street Fighter poprzez zasłanianie mu klawiszy lub chwytanie za gałkę nie są w pakiecie z konsolą. Te przynosimy sami wprost z zapamiętanych zachowań z salonów arcade.

Alien vs Predator

Nie zawsze jest jednak kolorowo. Mimo iż konsola doskonale radzi sobie z emulacją większości tytułów, zdarza się, że niekiedy trafimy na grę, z którą Pandora sobie nie poradzi. Niestety o ile sportowe koszykówki czy jednego mniej znanego action RPG jakoś przeżyłem, tak pokaz slajdów, jaki prezentuje Mortal Kombat 1 zabolał. Dwójka i trójka działają bez zarzutu, ale brak możliwości zagrania w pełną trylogię 2D trochę zawiódł. No cóż, za to MK4 działa nadspodziewanie dobrze i muszę przyznać, że pierwszy Mortal w 3D na pandorce jest przyjemniejszy, niż zapamiętałem go z czasów PSX. Brakuje też opcji zapisu stanu gry. Niby nie jest on w niczym potrzebny przy takich tytułach stricte arcade, jak Caddilacs and Dinosaurs czy Punisher, które dzięki nieskończonej liczbie wirtualnych monet kończy się na jednym posiedzeniu w 30 min, to zawarcie takich gier, jak trylogia Sonic the Hedgehog, Chuck Rock czy nawet odblokowywanie postaci w Tekken 3 traci, ponieważ każde nasze podejście do gry rozpoczynamy od zera. Jeśli jakiś z modeli Pandory zawiera taką funkcję, na pewno się w niego wyposażę, wtedy już wraz z poprawioną emulacją gier, z którymi nie radzi sobie 11S nic do szczęścia nie będzie mi więcej potrzebne.

Podsumowanie testu Pandora Box 11S. Doskonale nie jest, ale jest bardzo blisko ideału

Pandora Box 11S nie jest urządzeniem doskonałym, za to bawię się z nią wyśmienicie. Przejrzyjcie koniecznie listę gier, ponieważ w liczbie 3003 pozycji, w których mieszają się nie tylko pozycje z automatów arcade, ale i te emulowane z konsol, na pewno znajdziecie masę pozycji dla siebie. Nie wiem, kiedy sprawdzę wszystko. Może nigdy? Ale na pewno nigdy nie będę żałował nawet 5 min, jakie poświęcę konsoli Pandora Box 11S. Kiedy już się nią nacieszę, poszukam wersji z zapisem stanu gry i biblioteką sięgającą dalej niż do czasów PS2, zawierającą więcej tytułów 3D (Tekken 6!), i wtedy będę w niebie. Bo wiem już, że Pandora zostanie już w standardowym wyposażeniu moich sprzętów domowej rozrywki, zmieniać się będą jedynie wersje i modele, bo kiedy już zapominałem o tym, że chciałem spełnić marzenie i zagrać o wiele kultowych gier arcade dostępnych wyłącznie na automatach, okazało się, że ta konsola spełniła praktycznie wszystkie te marzenia za jednym zamachem. Koniec tematu, wracam do gry! Tylko co teraz? Starucieńkie Pooyan od Konami czy może arcadowe Battletoads, albo znowu turniej z żoną w Puzzle Fightera? A może wszystko po kolei!

Dwóch graczy

Michał Chyła

Gdyby miał się porównać do postaci ze świata filmu to byłby to Gruby Gnój z Austina Powersa. Twierdzi, że jego ulubionym gatunkiem filmowym jest dramat psychologiczny, ale ogląda przynajmniej jeden słaby horror z lat 80tych dziennie. Maniak serii Souls. Przed śmiercią chciały zagrać w każdą grę, jaka wyszła.
UWaga! Gorące informacje!