Recenzja Enlisted – wersja beta darmowego, drugowojennego FPS-a

Pamiętacie czasy, kiedy jak grzyby po deszczu pojawiały się nowe strzelanki w drugowojennych klimatach? Odkąd jednak na linii czasu zbliżyliśmy się do współczesności, brakowało dobrego tytułu dla fanów tamtego konfliktu. Oczywiście były gry z serii Sniper Elite czy Call of Duty WW2, ale to jednak coś innego. Enlisted, choć FPS, to jednak coś zupełnie innego i zdecydowanie warto się z nim zapoznać, tym bardziej za darmo!

27 kwietnia 2021

Enlisted to świetny przykład tego, jak można stworzyć grę satysfakcjonującą jednocześnie dla osób, które grają za darmo, i tych, które mają ochotę sypnąć trochę grosza. Do tego to wreszcie II wojna światowa przedstawiona w sposób idealnie zrównoważony, jeśli chodzi o zgodność historyczną i przyjemność płynącą z rozgrywki. To też ciekawy pomysł na to, jak połączyć grę piechotą, całym składem, czołgami i samolotami. Wszystko podlane budowlami tworzonymi przez inżynierów, także działami przeciwlotniczymi czy moździerzami. Niesamowite, jak ta gra jest pełna szczegółów, a dopiero co zaczęły się testy beta! Zdecydowanie polecam!

9 /10
Ocena redakcji
serwisu GamesGuru
  • darmowy drugowojenny FPS
  • granie pojedynczymi żołnierzami, składami, pojazdami
  • dwie (trzecia płatna) różnorodne kampanie
  • dwie strony różniące się wyposażeniem, a co więcej dla każdej kampanii osobno
  • mnóstwo możliwości progresu, w każdej chwili czujemy, że idziemy do przodu
  • przepiękna i superpłynna na PS5
  • początkowo może wydawać się zbyt skomplikowana
  • tylko za pieniądze można odblokować trzecią kampanię
  • progres jest znacząco szybszy, jeśli się płaci
  • każda strona konfliktu dla każdej kampanii awansuje osobno
Spis treści

Trudne Enlisted początki

Przyznaję, że kiedy znajomy, który dostał się do zamkniętej bety, zaproponował wszystkim chętnym zagrać w tę już otwartą, żeby się z nim skontaktować i pogadać o grze, byłem zdziwiony. Dlaczego miałbym chcieć to robić? Co może być trudnego w darmowym FPS-ie? Wybór broni? Może munduru? Nie zważając na jego ostrzeżenia, dzielnie odpaliłem grę zaraz, jak tylko można było, i natychmiast zrozumiałem.

Widok na wyposażenie pojedynczego żołnierza

Otóż po pierwsze mamy dostępne dwie kampanie (od niedawna jest też trzecia – płatna). Każda kampania ma osobny zestaw map. Grając jedną, nie awansujemy w drugiej. Dla każdej kampanii mamy dwie strony, dla ułatwienia nazwijmy je Oś i Alianci. W bitwie o Moskwę walczymy Niemcami lub Rosjanami, w Normandii – Amerykanami i Niemcami. Każdą z nich awansuje się osobno. Więc grając Rosjanami pod Moskwą, nie odblokowujemy nic dla Niemców Normandii. W ramach rozwoju awansujemy zarówno całe drużyny (np. przeciwpancerną) i poszczególnych żołnierzy specjalnych (np. snajper), jak i po prostu Helmuta Schmidta, który wraz z każdą bitwą zdobywa specjalne umiejętności typu szybsze korzystanie z apteczki.

Okno wyboru jednej z trzech dostępnych kampanii

Recenzja Enlisted – rozgryźmy tę grę razem

Warto wspomnieć, że domyślnie dowodzimy trzema drużynami piechoty i jedną zmechanizowaną. Do wyboru są pojazdy opancerzone, czołgi, myśliwce i bombowce. Jeśli 3+1 to dla was za mało, możecie wykupić pakiet premium, który pozwoli wam korzystać po jeszcze jednym składzie. Każdy żołnierz, pojazd czy broń ma określoną liczbę gwiazdek świadczących o ich jakości. Żołnierze zdobywają doświadczenie w boju. Gdy zapełniają gwiazdki, za każdą mogą zdobyć jedną umiejętność. Kiedy zapełnią wszystkie możecie zebrać trójkę z taką samą liczbą pełnych gwiazdek i awansować ich na jeden poziom wyżej, maksymalnie piąty. Stare bronie można rozbierać na części i z tych ulepszać te, których używamy aktualnie. Aby ulepszać pojazdy, części do nich trzeba kupić za przydziały, które zdobywamy wraz z wykonywaniem zadań losowych, np. wygrać bitwę trzy razy lub w ramach battle passa, czyli takiej dodatkowej gratyfikacji za wypełnianie tych pierwszych.

Okno ulepszenia żołnierzy w akademii

Ile jest darmowej zawartości w tym FPS-ie?

Do niedawna dwie dostępne kampanie były za darmo. Z ostatnią dużą aktualizacją przybyła trzecia , która w chwili pisania tekstu kosztuje 210 zł. Chociaż trzeba przyznać, że oprócz dostępu do niej zyskuje się także inne rzeczy. Dostępne są dwa ogólne tryby gry pojedynczymi podkomendnymi lub całymi składami. W tym drugim przypadku reszta żołnierzy sterowana jest przez AI z możliwością przełączania na nich za życia lub śmierci aktualnie prowadzonego specjalisty. Wtedy możecie zacząć inżynierem. Okopać się, postawić punkt odrodzenia, przełączyć się na radiooperatora wezwać ostrzał artyleryjski na punkt zajęty przez wroga, po czym wbiec na niego z miotaczem ognia i dobić tych którzy ocaleli. Niezależnie, co wolicie, możecie w ich ramach rozegrać wszystkie tryby na dostępnych mapach. Mamy więc dominację, podbój, gdzie albo bronimy kolejnych punktów, albo je zdobywamy, i coś pośredniego, gdzie jedna drużyna broni na raz dwóch punktów i dopiero, jak zostaną oba zdobyte na raz, atakujący przesuwają się bliżej zwycięstwa. Normandia, chociażby, składa się z czterech map, z czego jedna to słynne lądowanie na plaży Omaha.

Możliwość celowania zza rogu

Wraz z rozwojem odblokowujemy kolejne drużyny, bronie, pojazdy i specjalistów, także nowe ich wersje oznaczone numerami. Na przykład Snajper II posiadający na starcie lepsze atrybuty. Wystarczy grać i im lepiej to robimy, tym szybciej nam idzie. Jest kilka rzeczy, które możemy wykonać, żeby to wszystko szło satysfakcjonująco dobrze. Wszystko zależy, jak rozwijamy daną drużynę. Każdy skład może jako całość pozyskiwać więcej doświadczenia, ale też każdy żołnierz specjalista może szybciej je zdobywać. Mówiłem, że trochę to wszystko zagmatwane? Tak czy inaczej, to nadal wszystko za darmo.

Ekran postępu frakcji Osi w ramach kampanii w Normandii

Enlisted – free to play czy pay to win?

Od premiery otwartej bety obserwuję, co się pisze o Enlisted. Co mnie smuci, publikacji czy recenzji jest bardzo mało. Nie wiem, czy to kwestia promocji, a właściwie finansów na nią przeznaczonych, ale chociaż serwery gry są pełne i łatwo znaleźć rozgrywkę, czy to w obrębie naszego sprzętu, na wszystkich konsolach, czy cross-play z graczami PC, to jednak nie jest to popularna gra w mediach społecznościowych. To, co jednak już się pojawia, najczęściej podkreśla, że gra jest pay to win. Absolutnie nie mogę się z tym zgodzić. Oczywiście płacenie pomaga, ale jego brak nie jest szczególnie uciążliwy.

Widok na wewnętrzny sklep w grze

Co można kupić?

  • Płatna waluta – za nią praktycznie możemy kupić już wszystko inne. W tym przyspieszenie awansu dowolnej rzeczy w grze, składy premium (jedyna rzecz dostępna wyłącznie za prawdziwe pieniądze), dostępne dla naszego poziomu wyposażenie.
  • Nowa kampania, a właściwie dostęp do jej wersji testowej. Uważam, że będzie ona dostępna za darmo za jakiś czas.
  • Battle pass premium, działa to praktycznie tak samo, jak w Call of Duty czy R6: Siege. Jedyna różnica, że tutaj nowe rzeczy odblokowujemy, robiąc zadania losowe, zamiast zwyczajnie zdobywać doświadczenie. Wraz z premium dostajemy więcej nagród. Na ich zdobycie mamy 70 dni. Jeśli zdobędziemy wystarczająco dużo poziomów, to koszt się zwraca w pełni i w następnym kwartale będziemy mogli wykupić nowe premium za darmo.
  • Battle experience bonus – jest bardzo przydatny, ale nie niezbędny. Zwiększenie jest o 100%, a zakup jest na 30 dni. Czasem deweloper oferuje kilka dni tego pakietu za darmo. Wystarczy śledzić jego media społecznościowe.
Ekran podsumowania po bitwie

Jak wygląda życie darmowego użytkownika?

Nowy skład przynosi jednego żołnierza specjalistę z jedną sztuką nowej broni. Jeśli chcemy kupić konkretną broń lub wybranego specjalistę, to jesteśmy w tym ograniczeni. Aby zdobyć specjalne pakiety, za które się dokonuje zakupu, należy awansować w Battle Passie. Jeśli nie mamy wykupionego premium, to jest ich zwyczajnie mało. Za każde zadanie losowe, które odnawia się po wykonaniu aktualnego (można też je wymienić raz dziennie lub raz za każde wykonane), można natomiast kupić wyposażenie w postaci ładunków wybuchowych, granatów, min, apteczek.

Szturm na kościół

Można też nabyć losową broń lub losowego żołnierza. W przypadku kupna losowego żołnierza zdarza się, że otrzymujemy ich kilku w cenie jednego, więc nadal jest to bardzo opłacalna forma dodawania podkomendnych. Nad rozwojem drużyny czy pojedynczych osób można popracować, odpowiednio rozwijając skład i zwiększając ich przyrost doświadczenia o 200%. Gram teraz głównie ze wspomnianym na początku tej recenzji kolegą. On ma wykupiony pakiet premium doświadczenia, ja nie, a dzielą nas tylko dwa poziomy w rozwoju frakcji. Nie sprawia to, że czuję, iż jestem daleko w tyle za nim.

Widok na menu rozwoju składu

Drugowojenne przywiązanie do detali

Pierwsze, na co zwrócicie uwagę w samej rozgrywce, to ograniczona liczba karabinów i pistoletów maszynowych. Przeważają głównie karabiny powtarzalne, przeładowywane po każdym strzale czy w później samopowtarzalne. Jeśli chcemy przeładować, gdy wciąż mamy amunicję w środku, to nasz żołnierz będzie wkładać pociski pojedynczo do broni długiej. W przypadku, gdy już położymy ręce na czymś z ogniem ciągłym, każdy magazynek będzie z powrotem schowany do ładownicy. To znaczy, że jeśli wyjmiemy jeden z siedmioma pociskami, to potem, gdy do niego wrócimy, załadujemy broń tak samo siedmioma pociskami. Magazynki nam się magicznie nie ładują. Ogólnie amunicji jest bardzo mało, więc albo macie w składzie inżyniera, który zbuduje składzik, albo trzeba zainwestować w dodatkowe pasy na magazynki.

Ostrzał z wnętrza budynku

Kolejna rzecz związana z realiami. Bardzo często wystarczy jeden strzał, by was zabić, a jeśli macie przy sobie apteczkę, to chociaż obalić. W takiej formie możecie na klęczkach przemieścić się gdzieś i samemu opatrzeć lub poczekać, aż ktoś z zespołu was podniesie, nie marnując waszej apteczki. Ukrycie się za osłoną w tym czasie jest bardzo dobrym nawykiem. Mapy są tak skonstruowane, że jest na nich sporo opcji schowania się. Mamy budynki z otwieranymi oknami, drzewa, zniszczone pojazdy, płoty. Bieg przez puste pole to prośba o szybki powrót do ekranu wyboru żołnierza. Czasem ta kula nawet nie była zarezerwowana dla was, ale i tak to wam się dostała. Zawsze należy maksymalnie wykorzystać okopy czy przeszkody, by osłonić ciało. Tym bardziej że mamy ograniczoną liczbę odrodzenia naszych żołnierzy. Jeśli damy się wystrzelać za szybko, resztę bitwy spędzimy, doglądając, jak radzą sobie inni.

Widok na całą drużynę Assulterów

Wciągające mikrozarządzanie w Enlisted

To dość inny FPS, jeśli chodzi o kwestie zarządzania. Twórcy zjedli zęby wcześniej na rozwiązaniach w grze War Thunder, gdzie sterowaliśmy już czołgami, samolotami i okrętami. Wśród komentujących menu jest ono przystosowane bardziej pod myszkę i klawiaturę. Choć oczywiście mogę się z tym zgodzić, to chwila praktyki na padzie i wszystko można zrobić raz dwa także na konsoli. Zatem w przerwach nie odpalasz zaraz nowej mapy, tylko sprawdzasz składy, czy ktoś awansował, może cała drużyna jest gotowa na przyjęcie w szeregi nowego specjalisty? Może warto zmienić dostępne jednostki? W następnej bitwie wziąć pirotechników i bombowiec zamiast artylerzysty i czołgistów? Warto też zaglądać do akademii i rozwijać swoich podkomendnych. To najszybszy sposób na awans dosłownie wszystkiego. Uwielbiam tę część gry. Daje mi ciągłą motywację do zmian i premiuje dobre zarządzanie zasobami. Dzięki temu nie mam najmniejszego poczucia nudy.

Widok na ekran rozwoju perków żołnierza

Podsumowanie recenzji Enlisted – czy warto sprawdzić kolejnego darmowego FPS-a?

Moim zdaniem – tak. Jest to powiew świeżości w FPS-ach, jednocześnie przypominający jak ciekawym okresem militarnym była II wojna światowa. Możliwości destrukcji urządzanej przez żołnierza z miotaczem ognia, jak i kruchość jego życia są tutaj oddane. Siła czołgu przeciw nieuzbrojonej w ładunki wybuchowe piechocie także (atakujcie gąsienice!). Nie lubicie się brudzić w okopach? Wsiądźcie w samolot i czekajcie, aż koledzy z batalionu wskażą wam cel.

Widok z wnętrza samolotu

Wzywajcie ostrzał artyleryjski, budujcie osłony z worków z piaskiem. Zdobądźcie stanowisko z karabinem maszynowym na tyłach wrogach i skorzystajcie z niego sami. To wszystko przy akompaniamencie zmienianych klipsów do M1 Garand i serii z MP40. Gra jest bardzo ładna na PS5, zapewnia płynną i satysfakcjonującą rozgrywkę dla kilkudziesięciu osób na raz. Jeśli zaś wolicie Aliantów, to przepraszam, za wszystkie wasze lądowania na plaży, gdy jestem po drugiej stronie w bunkrze ze swoim karabinem maszynowym.

Szturm na młyn

Tomasz Wasiewicz

Przede wszystkim jestem graczem. Uwielbiam fantastykę w każdej postaci. Od książek, przez filmy, muzykę, komiksy, po gry. Jestem niepoprawnym kolekcjonerem, zwłaszcza jak gry mają w zestawie steelbook. Zapraszam na mój Instagram po więcej szczegółów. Mimo kariery zawodowej związanej z innymi tematami najbardziej lubię rozmawiać o grach. To jak, pogadamy?
UWaga! Gorące informacje!