Recenzja 2. sezonu Miłość, śmierć i roboty – dobra kontynuacja daleka od ideału

Pierwszy sezon Netflixowego serialowego hitu pod tytułem Miłość, śmierć i roboty był miłym zaskoczeniem i proponował zróżnicowane opowieści i estetyki. Nic więc dziwnego, że streamingowy gigant zdecydował się na stworzenie kolejnych odcinków z serii. Dzisiaj sprawdzamy, czy sezon drugi udał się równie dobrze, jak pierwszy, i ile przyjemności sprawia jego oglądanie.

28 maja 2021
Spis treści

Paweł: Jeśli miałbym w jednym zdaniu streścić drugi sezon serialu Miłość, śmierć i roboty, to jest nieźle, ale rozczarowująco. Zbiór krótkich metraży ogląda się przyjemnie i bez problemu można go połknąć w jeden wieczór, ale brakowało mi takiego efektu „wow”, jak w przypadku pierwszego sezonu, a i liczba odcinków zmniejszona z osiemnastu do zaledwie ośmiu miała w tym swój udział. Niewątpliwie jest to wina Netflixa, który za bardzo rozpieścił mnie przy okazji premiery w 2019 roku, ale po seansie najnowszych shortów czuję lekki niedosyt.

Mniej odcinków = lepsza jakość?

Michał: Uwielbiam ten serial ze względu na formę krótkich opowieści, które nie tylko można zaliczyć w jeden wieczór, ale są też różnorodne pod względem fabuły i stylu animacji. Drugi sezon Miłość, śmierć i roboty wyczekany, oczywiście znowu zaliczony do strzału. Jakoś przetrwałem pierwszy odcinek, Automatyczną obsługę klienta, o morderczym odkurzaczu, który robił chyba naćpany Pixar. Raczej komediowy w stylu superdeformed i nadający się na krótki metraż przed kolejną bajką wspominanego studia. Na szczęście drugi odcinek, Lód, już bardziej cieszył oko, choć ranił ucho, ale to był zamierzony zabieg. Petarda przyszła dopiero w odcinku trzecim, który jest poniekąd trailerem do spełnienia marzeń fanów twórczości Dmitrijego Głuchowskiego, a zwłaszcza jego dzieła Futu.Re. Pełna, brutalna i niezwykle mroczna historia, doskonale skomponowana pod te parę minut, ale chce się oczywiście dużo więcej. Najlepsza historia całego serialu jak dotąd.

Śnieg na pustyni ma potencjał, ale go nie wykorzystuje, koniec nie przynosi satysfakcji, tu krótka forma się nie sprawdziła, podobnie z lovecraftowską w klimacie Wysoką trawą. Za krótko, żeby historia mogła się obronić, ale też brak potencjału na jej rozszerzenie. Za to następny, Straszny dom, to kolejny faworyt w zestawieniu TOP drugiego sezonu Miłość, śmierć i roboty! Najlepsza historia o świętym Mikołaju, jaka powstała do tej pory! Został jeszcze Life Hutch, który kojarzy mi się z ogrywanym obecnie Returnalem na PS5, oraz książkowy, choć przegadany, Olbrzym, który utonął. Dwa ostatnie to mistrzostwo pod względem animacji, fabuła jednak mocno zawodzi i te odcinki po prostu mnie wynudziły. Nie ma takiej petardy, jak w sezonie pierwszym, jeśli patrzeć na całość, ale warto zaliczyć przynajmniej Regulatora i Straszny dom. Ja to zrobię więcej niż raz. Resztę można obejrzeć na telefonie w czasie posiedzenia na ceramicznym tronie, ale na siłę niekoniecznie.

Odcinek Regulator z Miłość, Śmierć + Roboty
Regulator, reż. Jennifer Yuh Nelson

Dorota: Zdecydowanie zgadzam się z tym, że Regulator to chyba najmocniejszy odcinek tego sezonu. Niby krótki, ale za to jaki treściwy – szybko i sprawnie wprowadza widza w historię i założenia świata. Z jednej strony od razu wiemy wszystko, co mamy wiedzieć, z drugiej osobiście chętnie zanurzyłabym się w tym uniwersum na dłużej. Inne odcinki aż tak mnie nie wciągnęły (chociaż Śnieg na pustyni, Lód i Wysoka trawa miały ciekawe punkty wyjścia) i właściwie nie czuję potrzeby powracania do nich w najbliższym czasie. Drugi sezon serialu Miłość, śmierć i roboty oglądało się świetnie, ale podobnie jak Paweł myślę, że zmniejszona liczba shortów to spory minus. Mniej tutaj zabawy animacją jak w poprzedniej turze. A szkoda.

Miłość, śmierć i roboty i inspiracja powieściami Głuchowskiego

Ewa: Doroto, jeśli chcesz zanurzyć się w uniwersum Regulatora głębiej, to koniecznie przeczytaj wspomnianą już powieść Futu.Re – moim zdaniem jedną z najgenialniejszych historii sci-fi ever, a znam ich setki. I swoją drogą – jeśli Jacek Dukaj dostał od Netflixa pieniądze za licencję do Kierunek: Noc, który jest tylko luźno powiązany ze Starością Aksolotla, a jakością nie dorasta mu do pięt, a Głuchowski nie dostał pieniążka za Regulatora, to ktoś tu powinien mu podsunąć gotowy pozew. Dla mnie również najlepszy odcinek drugiego sezonu Miłość, śmierć i roboty, choć być może właśnie ze względu na moją platoniczną miłość do pana G. i bezwarunkowe uwielbienie dla wspomnianej powieści. Tak myślę i myślę, i właściwie to jedyny odcinek, po tych kilku dniach, który jeszcze pamiętam, to Śnieg na pustyni, to też takie sci fi, jakie lubię. A odcinek z Mikołajem puściłam młodej, może będzie teraz grzeczna.

Odcinek Straszny dom z Miłość, Śmierć + Roboty
Straszny dom, reż. Eliot Dear

Paweł: Ja jak zwykle stanę w opozycji, bo dla mnie Regulator był zaledwie dobry, a ewidentne nawiązania do Futu.Re Głuchowskiego osobiście uważam raczej za minus. Sama powieść jest rewelacyjna, ale odcinek był w mojej opinii zbyt odtwórczy, wręcz otarł się o plagiat. Straszny dom natomiast w pełni zasłużenie można nazywać jednym z najlepszych shortów tej serii, rewelacyjna mieszanka horroru z dozą humoru. Bronić muszę też Olbrzyma, który utonął, bo uważam, że koncepcja zbliżona do dokumentu tchnęła odrobinę świeżości w formułę. Pod względem fabularnym reszta odcinku była dla mnie w najlepszym wypadku niezła, miejscami niestety wręcz słaba. Najbardziej zabrakło mi takich wprost komediowych odcinków pokroju Historii alternatywnych czy Gdy zapanował jogurt z pierwszego sezonu. Na szczęście graficznie drugi sezon Miłość, śmierć i roboty wypada lepiej niż fabularnie, jednak i tu można poczuć niedosyt związany z mniejszą liczbą odcinków.

Dorota: Nawiązania do Głuchowskiego mi nie przeszkadzały, ale też nie będę udawać, że szczególnie dobrze znam jego twórczość – czytałam tylko Metro 2033. Zakładam, że po lekturze Futu.Re mój odbiór Regulatora byłby inny, tak jak w waszym przypadku. Olbrzym, który utonął też trzeba tu w sumie przypomnieć, oglądało się go tak, jakby czytało się dobry esej – ładny narracyjnie.

Paweł: Gdyby w oryginale narratorem Olbrzyma… był David Attenborough, a Netflix dodałby nam dubbing Krystyny Czubówny, to byłby murowany hit. Być może wtedy ciężko byłoby powiedzieć o nim, że jest przegadany, w końcu taka jest natura dokumentu.

Odcinek Olbrzym, który utonął z Miłość, Śmierć + Roboty
Olbrzym, który utonął, reż. Tim Miller

Drugi sezon Miłość, śmierć i roboty, czyli fotorealizm i groteska

Gabi: Odcinkiem z drugiego sezonu Miłość, śmierć i roboty, który skradł moje serduszko, był właśnie, jak wspominał Michał, naćpany Pixar vel odkurzacz. Może to moja nostalgia do produkcji Pixara, a może zwyczajnie zbyt złe poczucie humoru, ale bawiłam się wybornie! Tematy SI uwielbiam, zwłaszcza kiedy są to wkurzone sprzęty domowe, chcące pomasować twarz swojej pańci laserem. Odcinek przyjemny jak serniczek z rodzynką. Dobry pomimo sztampy. Co do Wysokiej trawy, to było zbyt, nie wiem, oczywiste?

Ewa: Dla mnie odcinek z odkurzaczem był najsłabszy zarówno pod względem scenariuszowym (szalona SI za to bardzo dobra w Life Hutch), jak i graficznym. Był dla mnie brzydki i nudny i trochę obawiałam się, czy cały sezon mnie nie rozczaruje, skoro dali taki słaby początek. Zwłaszcza że kolejny odcinek był tylko odrobinę lepszy. Pozostałe, nawet jeśli miały niedostatki fabularne, to były świetnie zanimowane. Odcinek o gigancie na plaży, mimo dość słabej narracji, był przepiękny.

Paweł: Fakt, pierwszy odcinek nie cieszył oka, choć jestem pewien, że znajdą się osoby, którym taki styl odpowiadał. Mnie, tak jak Ewie, absolutnie się nie podobał. Pozostałe odcinki zaś wypadły już dużo lepiej. Lód miał swój wyjątkowy charakter kojarzący mi się trochę z teledyskami grupy Gorillaz. Straszny dom celowo udał poklatkową animację dla dzieci, Wysoka trawa mimo przewidywalnej i miałkiej fabuły wygląda natomiast jak pięknie animowane olejne płótno. Pozostałe odcinki zaś w mniejszym (Regulator) lub większym (Hutch) stopniu celowały w fotorealizm. I muszę przyznać, że w przypadku odcinka z Michaelem B. Jordanem wciąż zastanawiam się, czy to była animacja, czy łączenie nagrań z aktorem z animacją komputerową. Taką technikę zastosowano przecież w Epoce lodowcowej z pierwszego sezonu.

Odcinek Life Hutch z Miłość Śmierć + Roboty
Life Hutch, reż. Alex Beaty

Dorota: Tylko czy nie za dużo w drugim sezonie Miłość, śmierć i roboty tego fotorealizmu? Może po prostu rzucał mi się w oczy przez niewielką liczbę odcinków, ale poprzedni sezon zapamiętałam jako starający się korzystać z wielu rodzajów animacji. Tutaj niestety nie czułam tego tak mocno.

Paweł: Tak, zdecydowanie „urealnione” shorty grały największą rolę, ale ponownie dostaliśmy osiem odcinków, które musiałby być naprawdę rewelacyjne, żeby wygrać starcie z osiemnastką z pierwszego sezonu.

Gabi: Oj tak, te odcinki nastawione na większy realizm graficzny były o wiele lepsze. Na razie w mojej topce jest odcinek o kontroli narodzin w stylu Łowcy androidów – przerażający, klimatyczny i w ciul smutny. Chyba najlepszy imo w całej serii.

Jednak ten Regulator

Dorota: I tak po raz kolejny zataczamy koło i okazuje się, że największą perełką tego sezonu jest Regulator. Za to gdybym miała wybrać odcinek najsłabszy, chyba padłoby na Life hutch. Jasne, pod względem animacji bardzo ładny i dopracowany, ale historia była w nim po prostu nudna, bez żadnego zaskoczenia i czegoś, co by ją wyróżniało. Wolę już ten nieszczęsny kicz w postaci pixarowego odkurzacza, nad którym się pastwicie – przynajmniej próbował być zabawny.

Gabi: <wstaw gif what she said> A tak na poważnie, drugi sezon Miłość, śmierć i roboty nie jest zły, ma kilka słabszych walorów, lecz nadal można go ocenić jako dobry. Serial dał ogromną poprzeczkę, jak Castelvania, swoim pierwszym sezonem. Tylko że w przypadku tego ostatniego serialu animowanego każdy sezon był majstersztykiem, no, ale u get the point.

Ewa Chyła: 7/10

Michał Chyła: 6/10

Paweł Trawiński: 6/10

Dorota Żak: 7/10

Gabriela Zubek: 7/10

Wielu autorów

Dziennikarski dream team. Najzabawniejsza redakcja w galaktyce. Najlepszy zespół na jaki możesz trafić w swojej ulubionej grze multiplayer. Namaszczeni przez GURU GIER. Mówią na nas różnie. Zawsze jednak sprowadza się to do tego samego: niezależnej zgrai szaleńców-pasjonatów, którzy postanowili wspólnymi siłami odbetonować polską skostniałą branżę dziennikarstwa gamingowego.
UWaga! Gorące informacje!