Grosza daj Vesemirowi – rozmawiamy o filmie Wiedźmin: Zmora Wilka

Kiedy Netflix zabrał się za tworzenie opowieści w uniwersum lubianego przez nas Wiedźmina, od razu było wiadomo, że nie skończy się wyłącznie na przygodach Geralta. Z jednej strony to dobrze – świat wykreowany przez Andrzeja Sapkowskiego ma w sobie sporo potencjału; z drugiej wszyscy zastanawiamy się, jaki będzie efekt działań streamingowego mocarza. Dzisiaj sprawdzamy, jak wypadła pierwsza wiedźmińska animacja od Netflixa, czyli Wiedźmin: Zmora Wilka o przygodach młodego Vesemira.

3 września 2021

Nasze oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością. Wiedźmin: Zmora Wilka to niestety średniak, który można obejrzeć, ale nie zostanie długo w naszej pamięci. A szkoda.

5.5 /10
Ocena redakcji
serwisu GamesGuru

Dorota: Kiedy myślałam o rozszerzaniu wiedźmińskiego uniwersum, postać Vesemira nie była pierwszą, jaka przyszła mi do głowy, ale Netflix najwyraźniej miał inne plany. I tak dostaliśmy Wiedźmina: Zmorę Wilka, film, który w niecałe półtorej godziny próbuje pokazać nie tylko wydarzenia prowadzące do pogromu Kaer Morhen, ale też origin story mentora Geralta. Materiału mamy tutaj na cały sezon serialu i wydaje mi się, że to jest główny problem Zmory.

Michał: Fabuła akurat nie jest taka zła. Głównym problemem, jaki mam ze Zmorą, jest animacja. Nie podoba mi się i kojarzy z tanimi animacjami z lat dziewięćdziesiątych, którymi katowały młodych Polaków telewizje regionalne. Jest brzydko i biednie. Jakby narysowanie większej liczby szczegółów kosztowało za dużo. Sam design postaci, a zwłaszcza Vesemira, już mi się podoba, ale obraz wygląda czasami jak gra rodem z Philips CD-i, gdzie animowane modele postaci były wklejane w dziadowskie tła. Fabuła, z drugiej strony, nie jest zła, ale też niespecjalnie porywająca.

Wiedźmin: Zmora Wilka, czyli wszystko i nic

Dorota: Nie jest to film, który będzie się pamiętać po latach, z tym się zgodzę. Nie zachęca też raczej do ponownego obejrzenia. Jednocześnie jest tam wszystkiego za dużo i za mało. Same wątki mają potencjał, tyle że nie dostają czasu, żeby wybrzmieć, i są potraktowane pobieżnie, po łebkach. Nieważne, czy to prywatna vendetta czarodziejki Tetry, żeby pozbyć się wiedźminów, czy relacja Vesemira z mentorem i kompanami, czy działania zmutowanej elfki – może w serialu lepiej by się to sprawdziło, gdyby dało się to wszystko bardziej rozwinąć.

Michał: Chyba racja z tym serialem, może wtedy budowanie klimatu świata wiedźminów tchnęłoby jakieś życie w tę opowieść. Jak pisałem, że fabuła nie jest zła, to dlatego, że nic nie wydawało mi się specjalnie głupawe w scenariuszu. Niestety poza tym nic nie przykuło mojej uwagi na tyle, abym to zapamiętał. Fajna była Tetra i finałowa walka, ale nie pamiętam już praktycznie, jak do niej doszło. Dla mnie film obejrzany i zapomniany, samo uniwersum zasługuje zaś na coś dużo lepszego, a dostało nawet niezbyt ładną wydmuszkę.

Tetra i Lady Zebrst w Wiedźminie: Zmorze wilka

Dorota: Wizualnie nie było tak źle, design postaci miły dla oka i dynamiczne sceny akcji, ale od razu przyznam, że po prostu lubię sposób animacji studia Mir. Za to lokacje można by jeszcze bardziej urozmaicić, żeby jakoś zapadały w pamięć. Brakowało im czegoś, co by je wyróżniło z dziesiątek innych produkcji.

Vesemir daje radę, a nawet lepiej

No i pasuje też wspomnieć o samych bohaterach. Skoro nie fabuła i nie animacja, to przynajmniej oni powinni zainteresować widza. Tutaj mogłoby to nawet zadziałać, ale – i będę to powtarzać do końca jak mantrę – dostali za mało czasu, żebyśmy mogli ich poznać i polubić. Ich motywacje i charaktery zostały sprowadzone właściwie do kilku jasno określonych cech i tyle. A skoro przy tym jesteśmy, to co myślisz o samym Vesemirze?

Michał: Vesemir spodobał mi się bardzo, ponieważ, jak to powiedział Geralt w czasie libacji z Eskelem i Lambertem, „Vesemir piłby te kolejkę razem ze mną”. Niezły hulaka z tego wiedźmińskiego mentora. Jego wygląd również przypadł mi do gustu. Tak jak piszesz, za mało czasu na ekspozycję. Chciałbym zobaczyć więcej. Może jakby Vesemir rozwinął skrzydła, ubijając mniejsze maszkary w paru odcinkach, zanim przeszedłby do starcia z Tetrą, byłoby znacznie lepiej. Tetra również na plus, bardzo chciałem zobaczyć, jak marnie kończy ta wiedźma, i to jest oznaką świetnie napisanego czarnego charakteru. Ale był tam ktoś jeszcze? Bo nie kojarzę.

Vesemir w kąpieli w Wiedźminie: Zmorze wilka

Dorota: Przyjaciółka Vesemira z dzieciństwa i jego wiedźmiński mentor. I jakieś pomniejsze postaci w tle, których imion już nawet nie pamiętam. Ale tak jak mówisz, Vesemir sprawdza się całkiem dobrze i chciałabym zobaczyć więcej tej postaci na ekranie. Świeże jest wytłumaczenie, jak właściwie został wiedźminem, a do tego mamy sporo miejsca do rozwoju – od pragmatycznego najemnika do bardziej odpowiedzialnego Vesemira, jakiego znamy z książek i gier.

Pierwsza wiedźmińska animacja od Netflixa jednak średniakiem?

Michał: Film ma i wady, i zalety, ale jako całość jest po prostu nijaki. To, czy powstaną kolejne filmy z uniwersum, zależy od tego, jak się obejrzy ten, ale nawet w Polsce nie utrzymał się zbyt długo w rankingu Top 10 Netflixa. Nie ma co już o tym bardziej rozprawiać. Nie mówię, że chcę zapomnieć o przygodach Vesemira, bo film mi się nie podobał czy coś w tym stylu. Czas spędzony przed telewizorem nie będzie złym wspomnieniem, choć w sumie nie będzie żadnym, bo Zmorę Wilka traktuję na równi z drzemką. Miała miejsce, już jest za mną, nie rozmyślam o tym i nie ma co wspominać, bo już nic z tego nie pamiętam.

Dorota: Też mi szkoda, że mimo świetnych chęci wyszło coś nie do końca porywającego. Ale muszę za to pochwalić polski dubbing, który był całkiem niezły. Planowałam na początku przełączać między angielską i polską wersją językową, ale po pierwszym przeskoku na tę drugą, jakoś po początkowych scenach, zostałam z nią do końca. Mimo wszystko był to przyjemny seans, choć nie bez wad.

Dorota Żak: 6/10

Michał Chyła: 5/10

Vesemir przy ognisku w Wiedźminie: Zmorze wilka

Wielu autorów

Dziennikarski dream team. Najzabawniejsza redakcja w galaktyce. Najlepszy zespół na jaki możesz trafić w swojej ulubionej grze multiplayer. Namaszczeni przez GURU GIER. Mówią na nas różnie. Zawsze jednak sprowadza się to do tego samego: niezależnej zgrai szaleńców-pasjonatów, którzy postanowili wspólnymi siłami odbetonować polską skostniałą branżę dziennikarstwa gamingowego.
UWaga! Gorące informacje!