Recenzja Niewesołe miasteczko (2021) – Nicolas Cage w One Night At Willy’s

Five Nights at Freddy’s jest światowym fenomenem. Słaba gra zrobiona przez jedną osobę, która zapewne nie spodziewała się sukcesu, jaki osiągnął ten koszmarek, podbiła serwisy streamingowe i YouTube, zajmując stałą pozycję w panteonie gwiazd gamingu. Nic dziwnego, że kino sięgnęło po temat, zaciągając do współpracy samego Nicolasa Cage’a. Szkoda że nie ma licencji FNAF, ale może właściciele marki wiedzieli, co się święci.

28 sierpnia 2021

Film stworzony w duchu horrorów sprzed trzech dekad, gdzie budżet był nieobecny, podobnie jak warsztat aktorski czy reżyserski. Czasami jednak niskich lotów poczucie humoru i absurdy scenariusza ściągają film poniżej kina klasy B. W tym przypadku kino tak złe, że aż średnie.

4.5 /10
Ocena redakcji
serwisu GamesGuru
  • Pomysł zaciągnięty z Five Night at Freddy’s
  • Klimat z horrorów lat osiemdziesiątych
  • Przyjemna ścieżka dźwiękowa
  • Niemy Nicolas Cage
  • Gra aktorska reszty ekipy
  • Dziadowskie efekty specjalne i gore
  • Elementy humorystyczne
  • Praca kamery
  • Pomysł zerznięty z Five Nights at Freddy’s
Spis treści

Wjechanie na kolczatkę i przebicie kompletu opon na kompletnym pustkowiu to ogromny pech. Mechanik, który żąda gotówki za naprawę, to dla klienta bez kasy tragedia. Na szczęście, jak to na wsi, można się dogadać w opcji „przysługa za przysługę”. Majster naprawi wóz w zamian za całą noc sprzątania w podupadłym lokalu. Salka zabaw mocno zapuszczona w wyniku zamknięcia jej po nieszczęśliwym wypadku jednego z milusińskich, który miał tam imprezę urodzinową, już wygląda jak miejsce z koszmarów. Jednorazowy dozorca (Nick Cage), nie mając większego wyboru, jest gotowy zrobić wszystko, aby wywiązać się z umowy.

Mop w dłoń i do boju, niemy wojowniku!

Bardzo szybko okazuje się, że lokal ma jeszcze innych mieszkańców oprócz niemego dozorcy, który porozumiewa się z ludźmi wyłącznie kiwnięciami głowy. Animatroniczne zabawki stanowiące główną atrakcję skutecznie starają się przeszkodzić sprzątaczowi w jego zadaniu, robiąc mu takie psikusy, jak próby odgryzienia twarzy, duszenie oślizłym jęzorem czy zbyt dogłębne drapanie pazurkami. Wydaje się, że komuś bardzo zależy na tym, aby Willy’s Wonderland nie zostało posprzątane. Choć może chodzić też o coś więcej. Może satanistyczny rytuał, którego poddała się w lokalu kilkanaście lat temu grupa wyznawców diabła lubująca się w mordowaniu dzieci? No pewnie, że tak! Ale dozorca to nie w kij dmuchał pierwszy lepszy i stawia opór godzien Johna Rambo.

Nastolatki, czyli mięso armatnie
Nastolatki, mięsko armatnie, którego nie mogło zabraknąć

Ale nie tylko on próbuje powstrzymać mroczne, choć kolorowe zastępy. Jest obowiązkowa grupa nastolatków. Ekipa złożona z ogarniętej dziewuchy dążącej do zniszczenia lokalu Willy’ego za wszelką cenę, zdzirowatej koleżanki robiącej w filmie za dostarczenie soft erotyki dla nastoletnich widzów oraz trójka ubogich w szare komórki chłopaków, z których jeden wydaje się być bardziej poszkodowany w poziomie ilorazu inteligencji. Oni również ruszają do przeklętego bawidomku, aby spalić chałupkę i raz na zawsze powstrzymać mordercze zabawki.

Zabawne jak martwe nastolatki

Horror komediowy Niewesołe miasteczko jest jawną zrzyną z Five Night at Freddy’s i to ciekawe, że nie jest zrobiony na licencji. Czy słaba gra nie zasługuje na równie słaby film? Czy FNAF to już taki fenomen, że twórców nie było stać na licencję, bo wszystko wydali na Nicolasa Cage’a? Za wiele zresztą nie dali, bo, jak wspominałem, Nick nie odzywa się w filmie ani razu, pobijając rekord Toma Hardy’ego z Mad Max, który przynajmniej mruczał w trakcie dialogów. Nie było stać ich na wierszówkę dla gwiazdy, więc scenarzysta miał ułatwione zadanie, a i tak je pokpił. Wszystko, co zobaczymy na ekranie w czasie seansu, od pierwszego ataku morderczego pluszaka do samego końca, to festiwal najbardziej bezsensownych zdarzeń i zachowań bohaterów, jakie można zobaczyć w horrorach. I nie, nie chodzi tu o takie sztampy, jak uciekanie na dach lub do piwnicy przed zagrożeniem lub rozdzielanie się grup w niebezpiecznym miejscu.

Walka w toalecie
Film prezentuje raczej toaletowy poziom poczucia humoru

Chodzi o dziwactwa typu przerwa w pracy dozorcy, który jak ma przerwę, to ma i nie ważne, co się dzieje dookoła. On idzie wypić swój napój, pograć na flipperze i potańczyć przy tym, a czyhające na jego życie opętane zabawki muszą poczekać. Niech zabijają nastolatków, którzy w obliczu śmierci nie widzą nic dziwnego w tym, aby zatrzymać się na chwilę i pobzykać na uboczu. Nic nowego, ale zwykle robili to bohaterowie nieświadomi zagrożenia, a nie ci, którzy wiedzą, co się święci. Niby wszystko doprawione poczuciem humoru, ale ten humor to lotów tak niskich, że nawet jak łeb podniesie, to i tak spod mułu nie wyjrzy. Gorsze są chyba tylko efekty specjalne, zwłaszcza zachowanie zabawek, ich charakteryzacja czy praca kamery w trakcie starć niepokazująca w zasadzie nic poza nędzną choreografią walki dozorcy z przebranym za goryla aktorem niemającym doświadczenia w kinie akcji. Po filmie widać, że budżet na planie był nieobecny i buduje to klimat starego kina klasy B, niestety kiepska realizacja w obecnych czasach nie jest smaczkiem, który ogląda się z uśmiechem, bo widać, jak niewiele wkładu wystarczyło, aby nawet za darmo zrobić to lepiej.

Słaby film dla fanów słabej gry

Na pochwałę obrazu napiszę, że ścieżka dźwiękowa jest bardzo przyjemna i wpadająca w ucho. Chętnie zapuszczę sobie cały OST po seansie. Do filmu jednak nie wrócę, bo nie ma on kompetencji, aby stać się klasykiem, a fanem FNAF nie jestem. Bo chyba tylko hardcorowi maniacy Freddy’ego powinni skusić się na seans. Wielbiciele horroru tak złego, że aż dobrego znajdą Niewesołe miasteczko bardziej jako film tak żałosny, że co najwyżej średni. No i oczywiście dla fanów Nicolasa Cage’a biorącego od paru lat najwidoczniej każdą rolę. Nawet w paździerzu, którego scenariusz musiał zdradzać poziom filmu po pierwszym przeczytaniu, a i tak jego gra jest poniżej wszystkiego, co do tej pory widziałem w jego wykonaniu. Seans, podobnie jak odwiedzający Willy’s Wonderland, wyłącznie na własną odpowiedzialność.

Michał Chyła

Gdyby miał się porównać do postaci ze świata filmu to byłby to Gruby Gnój z Austina Powersa. Twierdzi, że jego ulubionym gatunkiem filmowym jest dramat psychologiczny, ale ogląda przynajmniej jeden słaby horror z lat 80tych dziennie. Maniak serii Souls. Przed śmiercią chciały zagrać w każdą grę, jaka wyszła.
UWaga! Gorące informacje!