fbpx

Recenzja Crisis Core: Final Fantasy VII Reunion – próba rekompensaty długim tytułem

Po świetnym, odświeżonym Final Fantasy VII i równie wciągający dodatku Intergrade zapaliłem się na wiadomość, że prequel tych wydarzeń, czyli Crisis Core dostanie również swoją szansę. VII, VIII i Crisis Core to jedyne gry z serii, które przeszedłem lata temu. Dodatkowo te nowe wersje niesamowicie mi podeszły i spędziłem w nich godziny. Niestety, coś poszło nie tak w tym przypadku i zabawa jest dużo gorsza…

30 grudnia 2022

Choć jest to technicznie trzeci tytuł robiony w podobny sposób, to technicznie jest najgorszy. System walki jest uboższy niż w Final Fantasy VII. Zadania poboczne to nieskończona lista nudnych, powtarzalnych lokacji i walk, których progres resetuje się przy starcie nowej gry plus. Boli to, tym bardziej że niektóre wyzwania zajmują pół godziny i przykładowo polegają na pokonaniu tysiąca żołnierzy. Tak, tysiąca. Na samą myśl, że miałbym to powtarzać, odechciewa mi się grać. Jeśli zatem macie ochotę poznać historię, która doprowadziła do najsłynniejszej gry z serii, to śmiało możecie ograć. W innym przypadku odradzam zakup.

6 /10
Ocena redakcji
serwisu GamesGuru
  • Buster sword
  • Barwne postacie
  • Odświeżona wersja ważnej części historii Final Fantasy VII
  • Gorsza grafika niż w odświeżonej VII
  • Nudne i powtarzalne zadania poboczne, które są głównym źródłem nabijania czasu gry
  • Przegadane dialogi
  • Gorzej rozwiązany system walki niż w remake’u VII
Spis treści

Coś poszło nie tak

Niezależnie czy uważacie, że podział Final Fantasy VII Remake na kilka części to słuszny krok, czy nie, musicie przyznać, że sama rozgrywka była w nim bardzo udana. Przepiękna grafika, jedna z najlepszych historii w jRPG, plus niesamowite połączenie magicznej fantastyki i współczesnej techniki. Postacie z wielkimi mieczami walczące przeciw karabinom i działom. Jeśli tylko nie macie na to uczulenia, musicie zakochać się w tej grze.

Skoro udało się z VII i zostało fajnie uzupełnione o dodatek Intergrate, to przecież musi działać w przypadku Crisis Core, prawda? Niestety nie jest tak różowo. Już od początku dziwi gorsza grafika. Może nie jakoś bardzo gorsza, ale pamiętam, jak pierwsze momenty w VII powodowały mi opad szczęki, a tutaj raczej zgrzytały mi zęby. Jest to dopiero wierzchołek góry lodowej rzeczy, które w tytule nie zagrały. Po kolei jednak. Zacznijmy od początku.

Zack

Zack jak Cloud

Gra zaczyna się identycznie co VII, a to może zmylić. Przyjeżdżamy pociągiem na peron, gdzie musimy odbyć walkę z żołnierzami Shinry. Różnice? Na wyposażeniu mamy zwykły miecz, a także kolor włosów protagonisty się nie zgadza. Szybko okazuje się, że to tylko symulacja komputerowa i po wygraniu starcia wracamy w buty Zacka, żeby dowiedzieć się więcej o naszej misji. Na starcie, jesteśmy żołnierzem drugiej klasy z ambicjami, by kiedyś awansować do pierwszej i zostać bohaterem jak Sephiroth.

Jeśli tylko mamy chęć, możemy zapuścić się w świat symulacji. Około ośmiu godzin zajęło mi zrobienie 50% wszystkich misji. Żeby uzyskać dostęp do niektórych, musimy rozmawiać z przechodniami stojącymi na drodze kampanii. Następnie wykonując je, zyskamy dostęp do kolejnych i tak w kółko. Wszystkich jest dobrze ponad sto. Nie odblokowałem całości, gdyż poziom trudności wzrósł tak znacznie, że ginąłem od jednego ciosu przeciwnika. Byle pomyłka i walkę trzeba zaczynać od początku, a walka nie jest tu najlepsza. Problem polega na tym, że po przejściu do nowej gry plus traci się cały postęp misji. Jest to największy czynnik zniechęcający mnie do dalszej zabawy z tytułem.

Starcie na plaży parasolem przeciwsłonecznym

Z mieczem na karabiny

Siedziba główna Shinry i nasza baza operacyjna mieści się w Midgarze, mieście, które łączy nowoczesność zasilaną reaktorem Mako (tutejszym odpowiednikiem magicznego atomu) z pewnymi średniowiecznymi rozwiązaniami. Miasto jest zbudowane jak dawniej, z podziałem na strefy zależne od potrzeb. Całość otoczona jest zaś slumsami. Z kolei najlepsi wojownicy korporacji walczą wielkimi mieczami oraz parają się magią zrodzoną z nauki, pod postacią kolorowych kulek Materii. W ten sposób stają naprzeciw pociskom i rakietom, które są w stanie zneutralizować z łatwością. Prawdziwi bohaterowie mają swoje własne miecze, które same w sobie mogą być bohaterami gry.

Jeśli jesteście w stanie to przetrawić, to odnajdziecie w tym wszystkim powiew świeżości i przyjemność w odkrywaniu tego świata. Zapomnicie o logice. Jedna z postaci ma dwa miecze i to ten większy targa ze sobą wszędzie na plecach, bo się boi, że się zużyje. Tańczy przy tym na polu walki jak baletnica. Te miecze są też w stanie przeciąć olbrzymią armatę na pół. Nie czarujmy się jednak każdy, kto chwyci miecz w ręce, zakocha się w wyprowadzaniu nim ciosów. Nie widzę innej opcji.

Atak mieczem na summona

Walka nie porywa…

Po naprawdę udanym systemie walki z remake’u liczyłem, tylko żeby dostać to samo. Niestety zmiana jest dość znacząca. Po pierwsze zawsze walczymy sami, zamiast sterować trzyosobową drużyną. Po drugie mamy dwie pule punktów — magicznych i akcji. W zależności od tego, jakie Materie wyekwipujemy, będziemy mieć dostęp do ataków korzystających z jednych i drugich. Dobrze jest wyważyć i przemyśleć co wybieramy, bo podczas dłuższych starć nie raz i nie dwa wyczerpiemy zapas do zera.

Aby je uzupełnić możemy skorzystać z przedmiotów, ale też paski uzupełniają się wraz z przyjacielskimi atakami. Nazwałem je tak dla odróżnienia tych wyżej wspomnianych. Te oparte są na zdobywanych w czasie rozgrywki relacjach. Im więcej wspomnień pojawi się w trakcie bitw, czy im więcej zadań wspólnie odbędziemy z innymi, tym potężniejsze ataki inspirowane znajomymi się wydarzą. Dodatkowo możemy też przywołać mocarne magiczne istoty, które ześlą na wrogów zniszczenie. To podczas ich aktywacji możemy zyskać leczenie czy uzupełnienie pasków ataków.

Potężny summon

Wiele rzeczy dzieje się tutaj losowo. Walka jest w czasie rzeczywistym i w jej trakcje, w rogu ekranu przesuwają się cyfry i postacie w czymś na kształt jednorękiego bandyty. Jeśli wylosujemy trzy te same postacie, aktywujemy ich atak lub akcję specjalną jak leczenie czy więcej szczęścia. Tak samo działa zdobywanie poziomów. Musimy wylosować trzy siódemki, żeby awansować. Czasem dostajemy poziom za poziomem, a kiedy indziej całymi godzinami nie wpada nam żaden. Nie jestem fanem tego rozwiązania.

Cały czas musimy też dokładnie zarządzać ekwipunkiem. Nową Materię możemy znaleźć, kupić lub wytworzyć. Warto czujnie się tym zajmować, aby zawsze mieć najsilniejszą możliwą wersję danego czaru czy ataku. Koniecznie też skorzystajcie z łączenia Materii, żeby zwiększać jej dodatkowe parametry wpływające na statystyki postaci i wydłużać pasek życia lub ataków. Przykładowo, możemy w ten sposób stworzyć potężną postać do ataków magicznych, ale wątłą na zdrowiu i z minimalną obroną. Gra pozwala na pełną dowolność w tej sprawie.

Ucieczka ze starcia

… a wiele więcej tu nie znajdziecie

Oś fabularna zajmuje około 6-8 godzin. Dałem tutaj przedział, gdyż ciężko mi ocenić wpływ zadań pobocznych na mapie na czas gry. Myślę jednak, że spokojnie samą fabułę machniecie w mniejszą ilość godzin. Prawie całość z tego to przydługie konwersacje, które swobodnie można by skrócić. Jasne, trochę tu jest historii. Możemy się dowiedzieć czegoś nowego o postaciach z Final Fantasy VII, ale nie zmienia to faktu, że chyba poleciłbym obejrzenie całości w serwisie YouTube. Tam przynajmniej możecie to przewinąć.

To nie jest tak, że ta gra jest zła. Jest po prostu średnia. Pod każdym tego słowa znaczeniem. Walka nie robi szału, jest dość chaotyczna, często niesprawiedliwa poprzez ograniczenia limitów tego ile możecie mieć punktów życia lub ile obrażeń zadajecie. Należy się nieźle napocić, żeby zdobyć przedmioty, które to naprawią. Jednocześnie używając ich, nie możemy skorzystać z innych wpływających na naszą obronę. To powoduje, że ostatecznie musimy stać się papierowym niszczycielem światów, chcąc wykonać symulacje na najwyższych poziomach trudności.

Wewnętrzna korespondencja w grze

To wciąż Final Fantasy

Stare, dobre Final Fantasy, we współczesnym wydaniu. Jeśli zatem nie mieliście okazji grać w oryginały, a zawsze chcieliście poznać legendę jRPG, to nie mogliście lepiej trafić. Rozgrywka jest przystępna, postacie ładne, ataki specjalne niezwykle widowiskowe, a fabuła wciąż opowiada wstęp do jednej z najciekawszych historii w grach. Natomiast gdybyście mieli wybrać tylko jeden tytuł, wybrałbym Final Fantasy VII Remake. Gdy wam podejdzie super bardzo, wtedy możecie wrócić do Crisis Core.

Z drugiej strony, premiera tego tytułu oraz informacje o edycji kolekcjonerskiej Final Fantasy XVI zachęciły mnie do instalacji części XV i sprawdzenia jak wyglądają współczesne wersje. Nie może zatem być aż tak zła. Dla osób, które mają potrzebę wymaksować wszystko również coś się tu znajdzie. Jak wspominałem czas głównie będziemy spędzać na symulacjach, które zajmą zdecydowanie więcej niż wątek główny. Pytanie tylko, czy się wam chce. Mnie się nie chciało, a i tak zrobiłem ich połowę. Pamiętajcie, że postęp tych misji nie przenosi się do nowej gry!

Tomasz Wasiewicz

Przede wszystkim jestem graczem. Uwielbiam fantastykę w każdej postaci. Od książek, przez filmy, muzykę, komiksy, po gry. Jestem niepoprawnym kolekcjonerem, zwłaszcza jak gry mają w zestawie steelbook. Zapraszam na mój Instagram po więcej szczegółów. Mimo kariery zawodowej związanej z innymi tematami najbardziej lubię rozmawiać o grach. To jak, pogadamy?
UWaga! Gorące informacje!