Recenzja gry Riders Republic – sporty ekstremalne wreszcie w formie

Ubisoft chyba sam nie uwierzył w swoją produkcję. Marketingowo o Rider Republic jest niesamowicie cicho. Żadna recenzja nie pojawiła się przed premierą, a gra zdradza też syndrom niższego budżetu. Czy słusznie? Całkowicie nie!

17 listopada 2021

Riders Republic to najlepsza gra o sporcie ekstremalnym od THPS2 z PSX. Ubisoft nie tylko dostarczył grę przyjazną dla każdego rodzaju gracza, ale i ma w rękach tytuł z potencjałem na dalszy rozwój.

8 /10
Ocena redakcji
serwisu GamesGuru
  • Swobodna eksploracja
  • Arcadowy model jazdy
  • Sporty rowerowe i śnieżne
  • Relaksujący gameplay
  • Wyzwania  wyścigach
  • Wyścigi masowe

 

  • Odrzutowy wingsuit i zaliczanie obręczy
  • Trzeba się przyzwyczaić do sterowania
  • Oprawa graficzna i animacja
  • Ubogi sklepik z fantami
  • Mikrotransakcje
Spis treści

Brakowało mi ekstremalnego szaleństwa od wielu generacji konsol. Szczerze, to ostatnio bawiłem się tak w Tony Hawk Pro Skater 2 i Matt Hoffman BMX za czasów poczciwego szaraczka. Pewnie były jakieś podejścia do tematu. Nowe odsłony Tony Hawk łącznie z remasterami, ale nic nie wzbudziło aż takich emocji. Kiedy Ubi zabrało się za temat wraz ze swoim Steep, pomyślałem, że będzie okazja do poszusowania w stylu zapominanego już trochę SSX, który był zwariowaną serią o snowboardach, bardzo dobrą, acz nie ponadczasową, jak widać. Steep był wtopą i chyba nie tylko ja mam taką opinię, bo gra szybko zniknęła z radarów. Zaskoczyło mnie więc, że Ubi daje szansę tematowi i wydaje Riders Republic, czyli podobną w gatunku grę, ale poza szusowaniem na śniegu dodane są również wyścigi na rowerach i szybowanie w specjalnym kombinezonie. Tym razem w bardziej luźnym i kolorowym klimacie. Ciekawość nie pozwoliła przejść obok tego tytułu obojętnie. Zawitałem więc do Republiki.

Zjazd po śniegu na rowerze

Republika to zlepek kilku różnych biomów wyrwanych z parków krajobrazowych. Mamy tutaj więc i wysokie ośnieżone góry, ale i tereny pustynne będące wycinkiem wielkiego kanionu. Po całkiem zmyślnie zaprojektowanej mapie możemy poruszać się do woli, korzystając ze skutera śnieżnego lub narzędzi naszej pracy, czyli rowerów, nart, snowboardów czy odrzutowych skafandrów. Całość spina hub w postaci miejscówki Riders Ridge, w której wykupujemy nowe stroje dla avatara, wybieramy sponsorów, których zadania wykonujemy w ramach kontraktu, czy korzystamy z opcji nauki tricków na wybranych sprzętach. Najważniejsze jednak są eventy, a tych jest multum! Riders Republic podzielony jest na kilka dyscyplin. Są to zjazdy rowerowe, szusowanie na nartach lub snowboardzie po śniegu oraz swobodne szybowanie lub mniej swobodne śmiganie na odrzutowym skrzydle.

Na rowerze, na nartach, na snowboardzie – byle nie na skrzydle!

Sporty rowerowe to najlepsza część gry. Zdecydowanie za resztę dyscyplin zabieram się dopiero po ukończeniu wszystkich obecnie dostępnych eventów związanych z rowerem. Model jazdy jest niezwykle intuicyjny i bardzo arcadowy, pozwalający na szybka kontrę zwrotu w czasie brania ostrego zakrętu, a sam pojazd wyczuwalnie reaguje też na rodzaj podłoża, po którym aktualnie się porusza. Gra pozwala nam rozwinąć szalone prędkości podczas zjazdu, dodając jeszcze opcje chwilowego sprintu wykorzystującego specjalny pasek ładujący się z czasem. Daje nam to możliwość wybicia się z licznych hopek na trasach i czesania kosmicznych tricków. Tu pojawia się mały zgrzyt, gdyż kilka przycisków na padzie odpowiada za różne aspekty sterowania i tym sposobem często przy próbie wybicia się z krótkiej hopki zamiast tego postać zacznie już wykonywać back flip, co przy zbyt niskim wybiciu zakończy się glebą. Co prawda można ustawić inne schematy sterowania i opcję automatycznego ustawiania się do perfekcyjnego lądowania, ale powoduje to nie tylko mniejsza satysfakcję z wyczesania idealnej kombinacji tricku, ale też skutkuje mniejszą premią punktową za akrobację.

Szybowanie na papierowym skrzydle

Narty i snowboard są w sumie równie przyjemne, ale tricki mają tu mniejsze znaczenie i rozgrywka jest nastawiona na szaleńcze zjazdy w slalomie przez punkty kontrolne. Bardzo duża szybkość i szalone skręty ponownie cieszą. W konkurencjach, gdzie należy wykonać tricki na snowboardzie, ponownie należy trochę powalczyć z sterowaniem, aby skutecznie przechodzić z tricku do slajdu po krawędzi szyny do grindowania, ale da się to ogarnąć po kilku próbach i czerpać pełną przyjemność z zabawy, gdyż mimo wszystko na nartach i snowboardzie tricki są łatwiejsze do wyczesania niż na rowerze. Tricków za to nie ma w konkurencji wingsuit, gdzie swobodne szybowanie ze zbocza góry połączone jest z zaliczaniem punktów kontrolnych wraz z jak najbliższym przelatywaniem od przeszkód. Najlepiej lecieć przy samej ziemi i omijać drzewa i skały o włos, nie mówiąc o przelatywaniu w tunelach skalnych lub pod mostami na rzekach. Ciągle rosnący licznik punktacji współgra z rosnącą satysfakcją w czasie lotu przez tunel rzeki płynącej z górskiego zbocza.

Czesanie tricków z bananem na twarzy i szronem na policzkach

Niestety kategoria odrzutowego skrzydła jest zdecydowanie najsłabszym elementem całej rozgrywki. Wszystko brzmi fajnie na papierze, śmigamy na swoistym jetpacku z możliwością zwolnienia prędkości lotu lub włączenia turbo. Wszystko jednak sprowadza się wyłącznie do lawirowania między punktami kontrolnymi i jest żywcem wyjęte z Superman 64, niesławnego crapa z Nintendo 64. Dokładnie tak samo jak przy wspominanej grze z Klarkiem Kentem, opanowanie odrzutowca do tej pory nie zostało przeze mnie ogarnięte. Steruje się ciężko, czasami trudno wyłapać, gdzie jest kolejny punkt kontrolny, a latanie na trybie swobodnym mija się z celem, bo konkurencja wydaje się cały czas sunąć na turbo, bezbłędnie wlatując w kolejne obręcze i lawirując w ciasnych skalnych korytarzach nawet na najniższym poziomie trudności.

Witamy w hubie

Co ciekawe wyłącznie w tej konkurencji odczułem, że poziom trudności nie ma wpływu na to, jak pójdzie nam w zawodach. Każdy event ma możliwość ustawienie czterech różnych poziomów wyzwania. Wiąże się to z czasem, jaki mamy na przejazd trasy, oraz z tym, jak będzie działało się naszej konkurencji. O ile wyścigi rowerowe i sporty śnieżne śmiało można odpalać na wyższych poziomach i po kilku zjazdach opanować trasę tak, aby poradzić sobie nawet na najwyższym poziomie trudności, co przy wyłączonych asystach zaowocuje ogromną ilością exp dla naszego konta, o tyle już w odrzutowym wingsuit mam problem z poradzeniem sobie w trybie dla casuali. Jeden z dłuższych wyścigów wyłączyłem nawet kilkukrotnie z powodu irytacji po tym, jak zegar wskazywał już ponad 8 minut lotu, a licznik okrążeń nadal wskazywał na pierwsze z dwóch i nie wyobrażałem sobie przeżywania ponownie koszmaru z przelotem następnego okrążenia. Odrzutowe skrzydło nadaje się wg mnie jedynie do eksploracji mapy w trybie swobodnym, o eventach chciałbym zapomnieć.

Ekstremalne sportowe RPG

Całe szczęście każda dyscyplina jest osobną karierą w republice i każda ma swój osobny pasek rozwoju, który nabija się za rozgrywanie eventów w danej kategorii. Tak więc nasza kariera pójdzie do przodu, jeśli będziemy ogrywać głownie sporty, które nam wybitnie leżą, ignorując dyscypliny mniej przypadające nam do gustu. Oczywiście w takim przypadku kariera gracza i liczba gwiazdek zdobywanych za rozgrywane eventy rośnie stale nawet za powtarzanie tych samych wydarzeń kilka razy, ale nagrody zdobywamy już wyłącznie w tych kategoriach. Grając głównie w sporty rowerowe, dostaniemy nowe jednoślady, ale nie nowy wingsuit czy narty i odwrotnie. Część wydarzeń składa się z mieszanki dyscyplin, gdzie w locie przełączymy się z roweru na narty czy na kombinezon, ale na szczęście etapy latane w takich eventach są bardzo łatwe i nie skutkują utratą wysokiej pozycji, więc można nadal cieszyć się przejazdem. A jeśli wyjątkowo źle nam idzie w jednej kategorii, to nadrobimy na trasie w naszej ulubionej dyscyplinie.

Mapa

Przykładem takich multidyscyplin są wydarzenia masowe, gdzie na sprzęcie nowej generacji w wyścigu bierze udział do 64 graczy jednocześnie! Nie trzeba mówić wiele na temat chaosu, jaki ma miejsce w czasie takiego wyścigu, ale w sumie w tym wydarzeniu, które pojawia się na mapie co jakiś czas i przez równie ograniczony czas jest dostępne, mniej chodzi o miejsce na podium, a bardziej o szaloną zabawę w czasie jego trwania. Są też wydarzenia zamieszkujących mapę republiki świrów, w których weźmiemy udział w eventach na z góry zdefiniowanym sprzęcie, takim jak stary rower z obładowany workami i taczką czy narty vintage zrobione z fragmentów nieheblowanej deski. Wszystko oczywiście z zachowaniem fizyki wyczuwalnym w sterowności tych pojazdów.

Poza satysfakcją z udanego eventu i podbicia poziomu kariery każdy wyścig zawiera też specjalne wyzwania, które wymagają od nas wyczesania konkretnego tricku, ukończenia wyścigu na konkretnym poziomie trudności czy minięcia mety z określoną prędkością. Jest też tak szalone zadanie, jak wygranie wyścigu z minięciem linii mety upadając! Zadania są dla chętnych i nagradzają ich gwiazdkami, które są widoczne dla innych graczy szusujących po mapie cały czas razem z nami, dzięki czemu możemy pochwalić się naszymi osiągami w grze. Innym licznikiem jest poziom kariery, dzięki któremu odblokujemy nowe elementy wyposażenia, eventy i zakwalifikujemy się do specjalnych wyścigów z bossami będącymi głównym wydarzeniem w republice.

Masa aktywności, masa miodu!

Czy poza nieograniczoną swobodą i ciągłą frajdą z szalonej jazdy są w Rider Republic jakieś wady? Zdecydowanie wadą jest dla mnie grafika (ogrywałem tytuł na PS5!!!), a zwłaszcza wszechobecny pop-up oraz bieda w szczegółach otoczenia. Dogrywający się krajobraz i wyskakujące znienacka elementy otoczenia kłują w oko, zwłaszcza że mapa szczegółami nie zachwyca i każdy nowy element dorysowujący się nagle przed oczami mocno w nie kole, ale przynajmniej animacja jest płynna i nie spotkałem się z jej drastycznymi spadkami. Nie polecam za to korzystania z trybu chodu naszej postaci, której animacja poza pojazdami woła o pomstę do nieba i jest wyciągnięta rodem czasów PS2. Nie zachwyca też liczba przedmiotów kosmetycznych dostępnych w sklepie. Dosłownie nie ma się w co ubrać, co udowadniają wyścigi masowe, w których udział bardzo często bierze eskadra identycznie ubranych postaci, bo szafa jest tak pusta, że dobry dobór oryginalnego stroju jest ekstremalnie trudny. Nawet jeśli jesteś rekinem, który poza kasą wirtualną inwestuje też prawdziwą walutę i kupuje przedmioty dostępne wyłącznie za walutę republiki kupioną za prawdziwe pieniądze. Ci fani RR również nie mają wielkiego wyboru w sklepie. Mam nadzieję, że to się zmieni, bo ekstremalnie ubogi kreator postaci miał mi wynagrodzić właśnie sklep z elementami wizualnymi, a nie zrobił tego nawet w najmniejszym stopniu.

Sklep

Niektórym może przeszkadzać obecny w innych seriach Ubisoft ziomalski, gimbazialny klimat, ale jako że nie mam kija w dupie i nie szukam w tytule poważnego podejścia do tematu sportu ekstremalnego, to albo teksty upalonych ziomali mi nie przeszkadzały, albo spływały po mnie jak po kaczce. Nic strasznego się nie dzieje. Klimat jest po prostu luźny i pokręca szalone aspekty gry.

Czekam niecierpliwie na to, co przyniosą dodatki dostępne ramach pakietu sezonowego, bo Ubisoft wydało produkt, który już przynosi morze miodu, ale ma też ogromny potencjał do rozwoju. Gra jest ekstremalnie przystępna dla niedzielnego gracza do relaksacyjnych przejazdów na szybkie strzały i pozbierania ciekawych znajdziek dających nie tylko gwiazdki, ale i nowy sprzęt o wyższej rzadkości (ma to wpływ na statystyki i osiągi sprzętu). Jeśli zaś masz chęć na bardziej hardcorowe podejście do tematu, nic nie broni, abyś wyłączył asysty, podbił do gwiazd poziom trudności i zaczął szaleć na stokach, wykonując oferowane zadania w eventach. Nie mogę zrobić nic więcej, jak tytuł polecić. Jeśli kochasz sporty ekstremalne w wydaniu arcade, na pewno Riders Republic przypadnie ci do gustu. Czekamy jednak na dalszy ruch Ubisoft i dodanie nowości, które spowodują, że ocena tytułu również będzie mogła skoczyć w górę!

Z innej perspektywy: Ewa Chyła

Muszę się z jednym zgodzić, z jednym nie zgodzić i wspomnieć o czymś, o czym Michał zapomniał. Zdecydowanie zgadzam się, że jazda rowerem i sporty zimowe są super, a latanie to katorga. Ja nie mam dużej wprawy w grach sportowych, jednak poruszanie się na nartach czy właśnie na rowerze opanowałam bez większego trudu i przy drugim, trzecim wyścigu już bez problemu wygrywałam lub utrzymywałam się w czołówce. W wydarzeniach w powietrzu miota mną jak szatan przez 10 minut, wyścig już dawno powinien się skończyć, a ja nadal nie mogę trafić w punkty kontrolne. Najchętniej wyrzuciłabym te wingsuity całkowicie. Nie zgadzam się natomiast w kwestii grafiki – moim zdaniem jest fajna, krajobrazy bardzo ładne, a punkty widokowe naprawdę warte odwiedzenia. No i na koniec coś, o czym Michał zapomniał, a co stanowi swoistą wisienkę na torcie Riders Republic – ścieżka dźwiękowa. Piosenki dobrane są tak dobrze, że wielokrotnie podczas gry opadałam na szybko Shazzam, żeby móc te piosenki zapisać sobie na później. Ocena? Bardzo mocne 8/10.

Ewa Chyła: 8/10

Michał Chyła

Gdyby miał się porównać do postaci ze świata filmu to byłby to Gruby Gnój z Austina Powersa. Twierdzi, że jego ulubionym gatunkiem filmowym jest dramat psychologiczny, ale ogląda przynajmniej jeden słaby horror z lat 80tych dziennie. Maniak serii Souls. Przed śmiercią chciały zagrać w każdą grę, jaka wyszła.
UWaga! Gorące informacje!