Recenzja Kultu Łukasza Orbitowskiego – o objawieniach w Oławie od brata proroka

Są rzeczy, z których nie wypada żartować, ale są i takie, które same o ten żart się proszą. Łukasz Orbitowski potrafi błysnąć ostrzem humoru nawet w najbardziej poważnych tematach, a jego bohaterowie przyciągają do kart powieści do tego stopnia, że można poczuć się rzuconym na kolana. Zupełnie jak Heniek Hausner, który doświadczył niesamowitego objawienia przy pielęgnowaniu ogródka działkowego.

30 marca 2022
Spis treści

Kazimierz Domański, czyli założyciel Stowarzyszenia Ducha Świętego i oławski działacz katolicki, który w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku doznał objawień na swojej działce, to na pewno bardzo barwna postać na kartach historii naszego kraju. Mimo iż musiał się zmagać nie tylko z przeciwnościami i kłodami rzucanymi mu pod nogi z racji panującego w Polsce ustroju komunistycznego, niepatrzącego przychylnie na żadną duchową działalność, to jego objawienia nie zostały również nigdy uznane przez Kościół Katolicki. Wbrew temu w latach swojej aktywności prorok z Oławy nie tylko zebrał niemałą rzeszę zwolenników, ale też był inicjatorem budowy świątyni Matki Bożej Królowej Wszechświata Bożego Pokoju, którą to zresztą w 2005 roku przekazano nieprzychylnemu objawieniom Prezesa Domańskiego Kościołowi Katolickiemu.

Matka Boska z RODOS

Historia ta zainspirowała naszego rodzimego twórcę horroru i fantastyki, Łukasza Orbitowskiego, do napisania powieści Kult. Książka ta, mimo iż sam autor mówi wprost, że nie jest o Kazimierzu Domańskim, jest bardzo mocno inspirowana wydarzeniami, jakie miały miejsce w Oławie. Głównym bohaterem i narratorem Kultu jest Zbyszek Hausner, fryzjer z Oławy udzielający wywiadu na temat wydarzeń, które doprowadziły do powstania Sanktuarium po tym, jak jego brat Henryk doznał objawień na swojej działce w czasie pielenia ogródka, zaczął uleczać chorych z ich dolegliwości i jak budował się wokół niego oławski kult.

Książka utrzymana jest w konwencji wywiadu, ale czytamy wyłącznie to, co mówi Zbyszek do przepytującego go Łukasza. Od czasu do czasu narrator zwraca się do pytającego, ale sama książka poprowadzona jest w postaci jednostronnego monologu, w którym Zbyszek Hausner snuje swoją opowieść, nie tracąc czasu na przerwy. A snuje ją nie tylko na temat objawień brata; rozpoczyna od ich najmłodszych lat i kończy ją dopiero, gdy historia zastaje rozmówców w czasach teraźniejszych, prowadząc ich do stolika, przy którym rozmawiają.

Zbyszek Hausner sam nie jest osobą wierzącą i z dość lekceważącą postawą podchodzi nie tylko do objawień brata, ale do samego życia w ogóle. Fryzjerem jest z powołania, uwielbia swój fach i mały zakład w kamienicy traktuje jak drugi dom. Lubi też przebywać w towarzystwie pięknych kobiet, których obecność w jego życiu i sprawy z nimi nie znikają nawet po ślubie. Bawidamek i ateista doświadcza więc zmian w swoim życiu poprzez brata Henryka, który z dnia na dzień zmienia się ze zwykłego, lekko zdziwaczałego faceta stroniącego od używek i kobiet w zidiociałego proroka, który po objawieniu na działce staje się oławską atrakcją.

Komuna, kobiety i kościoły

Heniek swoją działalnością bardzo szybko znajduje sobie zwolenników, nazywani przez Zbyszka jeremiaszami chętnie przybywają do Oławy celem doznania choćby fragmentu cudu na własnej skórze. Jeśli nie zobaczą samej Matki Boskiej, to doświadczą uzdrowienia z toczących ich dolegliwości dzięki cudownemu dotknięciu przez dłoń Henryka, robiącego za przekaźnik między nimi a siłami wyższymi. Sam Zbyszek mimo swojego braku wiary, brata kocha i nie pozwoli, aby włos z głowy mu spadł, stanie w jego obronie niczym lew, przez co Zbyszek ściągnie na siebie nieprzychylność nie tylko lokalnych władz z ramienia partii, ale i proboszcza. Bo, mimo iż wszyscy bohaterowie znają się jeszcze z podwórka, to przy okolicznościach nawiedzenia miasta przez opatrzność boską dawne przyjaźnie mogą się przerodzić we wrogie działania ludzi, których kariera zaprowadziła do różnych instytucji niechętnych na propagowanie prywatnych kontaktów Henryka z bóstwem.

Przyznaję, że była to moja pierwsza styczność z twórczością Łukasza Orbitowskiego i od razu okazała się strzałem w dziesiątkę. Książka nie jest horrorem, czyli gatunkiem, z jakiego można było poznać autora wcześniej. Nie jest też książką fantasy, bo objawienia Henryka Hausnera są tu przedstawione jako fakty. Zbyszek patrzy na wszystko, co robi jego brat, i stara się tylko, aby ani on, ani jego rodzina nie wpadli w tarapaty przez nagły szum, jaki zrobił się wokół nich, sięgający zresztą poza granicę kraju. Książka jest literaturą obyczajową z elementami dramatu, zalaną hektolitrami poczucia humoru, które wyjątkowo łatwo przychodzi Łukaszowi Orbitowskiego, i nie raz przyjdzie parsknąć śmiechem przy lekturze. Złotousty Zbyszek Hausner przeciągnie nas przez strony Kultu niczym pershing na wysokości lamperii, nie pozwalając się rozstać z bohaterami książki aż do ostatniej strony. Przez to nie cienką wcale lekturę czyta się wyjątkowo szybko, co zachęca nawet do sięgnięcia po nią ponownie.

Wielka draka w małej Oławie

Sam książkę poznałem jednak w postaci audiobooka i muszę przyznać, że dodatkową atrakcję stanowił tu czytający ją Janusz Chabior, którego głęboki głos nie tylko doskonale akcentował aktualny stan umysłu i samopoczucia Zbyszka Hausnera, ale też idealnie obrazował, jakim człowiekiem jest Henryk, jego brat, u którego od razu czuć uduchowienie w głosie i pewną życiową nieporadność. To samo tyczy się każdego odgrywanego przez aktora bohatera. Kolejną posiadankę z książką na pewno zaliczę w tym samym wydaniu, nie mówiąc już o tym, że od czasu do czasu wracam do jej fragmentów, aby posłuchać ich w wykonaniu Chabiora.

Bez znaczenia jednak, czy w audiobooku, czy tradycyjnie, jestem pewien, że czytelnik nie będzie zawiedziony lekturą. Niezależnie, czy historia Kazimierza Domańskiego będzie wcześniej znana czytelnikowi, czy pozna ją dopiero z lektury (bardzo wiele wydarzeń jest nie tyle opartych na faktach, co wręcz kropka w kropkę przeniesionych do książki), powieść niesie za sobą ogromny pokład rozrywkowy, wbijając w naszą wrodzoną ciekawość haki niepozwalające oderwać się od lektury.

okładka książki

Michał Chyła

Fanatyk soulsike i platynowania gier. Uwielbia retro konsole i gry oraz horrory z VHS. Zrecenzuje wszystko co mu w ręce wpadnie. Relaksuje się najbardziej przez wbijanie expa. Przed śmiercią chciałby zagrać w każdą grę, jaka wyszła.
UWaga! Gorące informacje!