Najlepsze soundtracki z gier. Utwory i produkcje, które pokochaliśmy

W przypadku gier często mówi się o tym, jak wyglądają, jak prezentuje się ich oprawa graficzna, jak osiągnąć najlepsze ustawienia, które przybliżą nas do fotorealizmu. To dobry temat na rozmowę, ale dzisiaj dla odmiany spróbujemy zastanowić się nad tym, jak gry brzmią. Konkretniej – które z nich brzmią najlepiej. Przed wami redakcyjne zestawienie najlepszych soundtracków z gier.

23 maja 2021

Najlepsze soundtracki z gier. Przegląd muzyki w grach wideo

Dzisiaj nasza redakcja postanowiła wyłonić listę zawierającą najlepsze soundtracki z gier, które szczególnie zapadły nam w pamięć i wygospodarowały sobie stałe miejsca w naszych sercach.

Spod pióra Macieja Żbika

Wyjątkowo trudno było mi wybrać jeden ulubiony soundtrack z gier. Mam ogromny sentyment do serii Tony Hawk’s, który zapoznał mnie z amerykańskim punkiem (pomijając czwartego Pro Skatera, gdzie polski dystrybutor postanowił obok Iron Maiden czy System of a Down umieścić wziętych z czapy Mezo czy Tedego). Gry wyścigowe też zawsze miały świetne soundtracki. Brylowały tutaj przede wszystkim produkcje EA, gdzie ich label EA Trax zawsze był znakiem jakości dla genialnej ścieżki dźwiękowej złożonej ze znanych, licencjonowanych utworów. W końcu nie możemy zapomnieć o growych kompozycjach symfonicznych, które za sprawą takich wirtuozów, jak Jeremy Soule czy Jesper Kyd, mogą dziś stawać w równe szranki z najwyśmienitszymi przykładami muzyki filmowej. Również kocham szczerą miłością chiptune’owe plumkanie przygotowane z myślą o syntezatorach MIDI, które królowało niepodzielnie w latach 90.

Gdybym miał jednak wybrać soundtrack jednej gry… byłoby to po prostu niemożliwe. Dla spokoju własnego ducha umieszczę tutaj dwie trzy serie gier, ponieważ nie mógłbym z czystym sercem wskazać jednego faworyta.

Castlevania

Na pierwszy ogień idzie Castlevania. Mam do tej serii, jak do całego gatunku metroidvanii, ogromny sentyment. To, co jednak urzekło mnie w tej serii, to właśnie ścieżka dźwiękowa. Wyobraźcie sobie: wkraczacie do ponurego zamczyska, wypełnionego monstrami rodem z koszmarów i klasycznych filmów grozy, by stawić czoła najgorszemu złu w postaci samego Hrabiego Drakuli. Spodziewacie się ponurej, klimatycznej muzyki, która wprowadzi was w upiorne otoczenie, w jakim się znaleźliście? No więc… nie. Zamiast tego dostajecie szybki utwór o wyraźnym, mocnym beacie. Muzyka w serii, zamiast przestraszyć gracza, zapewnia mu ciarki na plecach w kompletnie inny sposób. Od początku zostajesz napompowany adrenaliną, bo gra daje ci wyraźny sygnał, że nie idziesz „po prostu” pokonać odwiecznego zła, ty idziesz skopać Drakuli jego wampirzy tyłek! Oczywiście, w każdej części graczy uraczy odmienna ścieżka dźwiękowa, jednak wszystkie podążają tym samym schematem. Poza tym w niemal każdej części pojawiają się stałe utwory jak Vampire Killer czy Bloody Tears w nowych aranżacjach. Niemniej za każdym razem, kiedy niezależnie od ogrywanej części pojawiam się w zamku Drakuli, to muzyka sprawia, że chcę po prostu przeć przed siebie, masakrując po drodze hordy koszmarnych pomiotów!

Nie umiałem wybrać jednego utworu dla przykładu, więc wybrałem WSZYSTKIE. Wybaczcie.

Seria Battlefield

Drugą serią, którą kocham całym sercem, jest cykl Battlefield. A każda część wita mnie motywem przewodnim o swojsko brzmiącym tytule Warsaw. Ten motyw muzyczny obecny jest w niemal każdej części serii Battlefield, jednak zawsze nieco inaczej zaaranżowany. I kocham go tak samo, niezależnie, czy jest to futurystyczna, elektroniczna wersja z części czwartej, czy symfoniczne wykonanie obecne w Battlefield 1. Po prostu podniosłość i patos utworu wręcz zachęcają do walki i stawienia czoła wrogiej armii. Świetnie to wykorzystano we wspomnianej piątej odsłonie cyklu, gdzie początkowi każdego meczu, gdy jeszcze jest w miarę spokojnie, przygrywa właśnie charakterystyczna melodia, jednoznacznie sprawiając, że do każdej sieciowej potyczki gracz nastawiony jest jak do bitwy o losy świata. Jeszcze w tym roku otrzymać mamy szóstą odsłonę serii. Może się to wydawać głupie, ale rzeczą, która najbardziej mnie ciekawi, jest to, jak zostanie zaaranżowany ten motyw w najnowszej grze studia DICE.

Grand Theft Auto IV

Początkowo napisałem tylko o dwóch wcześniejszych przykładach, ale po namyśle uznałem, że nie mogę nie dodać trzeciego. Utwór Soviet Connection autorstwa Michaela Huntera stanowi w zasadzie idealną synergię z historią przedstawioną w czwartej odsłonie serii, dużo poważniejszą w swoim tonie niż inne części cyklu. Niko Bellic, weteran wojny domowej w Jugosławii, nie może się odnaleźć po okropieństwach i ludobójstwach, jakich był świadkiem. Za namową swojego kuzyna Romana wyrusza jego śladem do Liberty City (odpowiednik Nowego Jorku w uniwersum GTA), by uciec od tragicznej przeszłości. Na miejscu od razu przeżywa zderzenie z rzeczywistością. Okazuje się, że wykreowany w listach od Romana „amerykański sen” jest fikcją, a on sam z trudem prowadzi tonącą w długach firmę taksówkarską, zamiast imprezować na luksusowym jachcie. Jakby tego było mało, ratując skórę kuzyna, Niko daje się wplątać w mafijne porachunki, które ściągają na głowy Belliców kolejne problemy. I to właśnie główny motyw muzyczny gry, stanowiący dla mnie idealne odbicie gorzkiego i mrocznego tonu opowieści, jest klamrą spinającą przedstawiony świat w całość, gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje, a jedna nierozważna decyzja pociąga za sobą całe domino przykrych konsekwencji.

Dobra, chyba aż za bardzo się rozpisałem. Nie przedłużam więc już bardziej i oddaję głos koleżankom oraz kolegom z redakcji!

Spod pióra Doroty Żak

Podobnie jak Maciek mam problem, żeby ograniczyć moim zdaniem najlepsze growe soundtracki do tylko kilku przykładów (a do jednego to już w ogóle). Dlatego dzisiaj o tych, do których wracam najczęściej, bo po prostu są dobre.

The Elder Scrolls V: Skyrim

Spędziłam w Skyrimie bardzo dużo godzin, mimo że ani jego fabuła, ani bohaterowie jakoś specjalnie mnie nie porwali (a główny wątek był dla mnie momentami trochę rozczarowujący). Gdybym miała określić, co tak bardzo trzymało mnie przy tej grze, powiedziałabym, że możliwość eksploracji i niesamowity klimat. A nie byłoby tego klimatu bez fantastycznej muzyki Jeremy’ego Soula. Z jednej strony znajdziemy w nim epicki motyw główny, który przywodzi na myśl przygodę większą niż życie i heroiczne czyny, z drugiej nieco ambientowe kojące melodie, towarzyszące nam przy odkrywaniu świata, z trzeciej ciepło brzmiące dźwięki w karczmach. Nie wspominając już o tym, że sama długość soundtracku Skyrima robi wrażenie i można zanurzyć się w nim na prawie cztery godziny.

Trylogia Mass Effect

Z fantastyki przeskakujemy do science fiction (a może raczej space opery?), żeby zmienić trochę nastrój. Na liście nie może oczywiście zabraknąć muzyki z Mass Effecta, skomponowanej wspólnie przez Jacka Walla, Sama Hulicka oraz Clinta Mansella. Jak powinna brzmieć rozgrywająca się w kosmosie historia, w której ważą się losy wszystkich żywych istot, a wysokiej stawce towarzyszą ludzkie pragnienia dotyczące relacji z innymi? Właśnie tak.

I choć soundtrack momentami obiera różny kierunek (najbardziej słychać różnice między pierwszą a trzecią częścią), to kompozytorzy świetnie poradzili sobie w łączeniu motywów muzycznych i wykorzystywaniu ich w odpowiednich momentach, żeby jeszcze bardziej podkreślić emocje w całej opowieści. Najlepszym przykładem jest tu kawałek zatytułowany Vigil, pierwszy, który słyszymy już w menu jedynki, zanim jeszcze wcielimy się w komandora Sheparda. Vigil powraca w całej serii kilka razy, a po zakończeniu trylogii jest już tak naładowany emocjami i związany z konkretnymi wydarzeniami Mass Effecta, że nie da się go słuchać obojętnie.

Deus Ex: Human Revolution

Znowu gra osadzona w przyszłości (choć mniej odległej) i znowu soundtrack z ambientowymi (w niektórych kawałkach) dźwiękami. Mój trzeci typ to muzyka z Deus Ex: Human Revolution, która idealnie podkreśla nastrój całej opowieści i obecny w niej temat rozmyślania nad istotą człowieczeństwa. Już dawno straciłam rachubę, ile razy do niej wracałam. A kawałek Icarus to po prostu ciary na plecach za każdym razem.

Spod pióra Michała Kaźmirczaka

W mojej części będzie mocno japońsko – wszystkie poniższe utworzy skomponowane zostały i wykonane przez japońskich twórców. Mam nadzieję, że was to nie zniechęci, ponieważ zaprezentowane przeze mnie przykłady to kawałki naprawdę świetnej muzyki.

Persona 5

Persona 5 to moim zdaniem jedna z najlepszych gier, jakie powstały, a w dużej mierze wpływ ma na to zawarta w produkcji muzyka. Kompozycja stworzona przez Shoji Meguro koresponduje ze stroną wizualną produkcji i nadaje szelmowski, ale jednocześnie bardzo emocjonalny styl całej grze. Zdecydowana większość ze 110 utworów to istne majstersztyki. Praktycznie każdy z nich jest na tyle charakterystyczny, że nawet jeszcze długo po skończeniu gry odsłuchiwanie poszczególnych utworów muzycznych będzie przypominało konkretne momenty w grze i idące z nimi emocje. Do tego dochodzi jeszcze wokal Lyn Inaizumi, która w całej grze (z jednym wyjątkiem) śpiewa po angielsku. Świetnych utworów w Personie 5 jest tak wiele, że trudno mi wskazać najlepszy.

Persona 5 Royal

Naginając trochę zasady, wepchnę tu też drugi utwór stworzony przez Shoji Meguro i zaśpiewany przez Lyn Inaizumi. Tym razem Persona 5 Royal, czyli rozbudowana (o jakieś dodatkowe 30 godzin rozgrywki) wersja gry. Dodała ona kolejne 30 utworów, z których kilka to następne perełki. Głównie jednak chcę użyć P5R, żeby pozakażać stylistyczną różnorodność muzyki obecnej zarówno w podstawowej, jak i rozszerzonej części gry. Poniższy przykład jest mocno wyjątkowy w porównaniu do całości soundtracka – jest on utworem z napisów końcowych, a są one w tradycyjnie w serii śpiewane po japońsku. W przeciwieństwie do poprzedniego przykładu, tym razem mamy zdecydowanie bardziej balladowy i melancholijny nastrój.

NieR: Automata

Pozostajemy w klimatach japońskich – tym razem NieR: Automata od Square Enix. Mimo tego, że cały soundtrack z gry jest poruszający i piękny, to skupić chciałbym się tym razem tylko na jednym utworze – A Beautiful Song, który towarzyszy nam przy jednej z walk. Bardzo uproszczając kontekst: starcie odbywa się w starym teatrze, a naszym przeciwnikiem jest robot, chcący być operową śpiewaczką. Co ciekawe, walka jest mocno zsynchronizowana z muzyką – niektóre ataki przeciwniczki włączają się tylko w konkretnych momentach muzyki.

League of Legends

Wśród fanów gry (a szczególnie muzyki, która wokół niej powstała) popularny jest żart, że Riot Games to świetny producent muzyczny, któremu udało się przy okazji stworzyć także popularną grę. Ciekawe jest też to, że do League of Legends powstaje mnóstwo utworów, jednak bardzo rzadko używane są one w grze (która w końcu przez specyfikę swojego gatunku nie ma za bardzo miejsca na wstawienie soundtracku). Muzyka do LoLa powstaje głównie w celach promocji: nowych postaci, nowych dodatków kosmetycznych albo różnego rodzaju wydarzeń esportowych. Do kolaboracji ściągani są też często znani artyści, jak w przypadku utworu POP/STARS, gdzie śpiewała Madison Beer, Jaira Burns i koreańskie (G)I-DLE. Utwór na YouTube ma już ponad 430 mln odsłuchań.

Ja chciałbym jednak skupić się na konkretnej piosence, do której również ściągnięta została gwiazda, jednak nie śpiewu, a kompozycji. Utwór został stworzony przez Hiroyuki Sawano, który jest twórcą muzyki do bardzo znanych anime, m.in. Attack on Titan i The Seven Deadly Sins. Ta konkretna piosenka powstała do trailera nowych skórek w grze.

Spod pióra Ewy Chyły

Ja w przeciwieństwie do kolegów i koleżanek powyżej nie miałam żadnego problemu z wyborem, nawet chwili wątpliwości. Na soundtracki w grach zwracam ogromną uwagę i muzyka, którą słyszę, ma dla mnie bardzo duży wpływ na rozgrywkę. Zdarzało się, że ścieżki dźwiękowe z aktualnie ogrywanych tytułów katowałam na mp3, zdarzało się też, że żeby grać z satysfakcją, musiałam wyciszać grę i włączać inną muzykę. Zapytana natomiast o dwa najlepsze moim zdanie soundtracki bez zawahania rzucam poniższe tytuły.

Demon’s Souls

Jeśli ktoś nie ma ciar na plecach podczas pierwszych dźwięków tego albumu, to musi oznaczać, że jest blaszanym drwalem i ma trociny zamiast serca. Shunsuke Kida, kompozytor odpowiedzialny za udźwiękowienie Demon’s Souls, zaserwował nam ponad godzinę przepięknych dźwięków, które nawet w oderwaniu od gry dają po prostu kawał przyjemności ze słuchania. Są tu elementy chóralne, jest muzyka prawie sakralna, są emocje, jest ruch, jest historia. Nie jest to może płyta do słuchania pod prysznicem ani przy grillu z kolegami, ale zdecydowanie jest to według mnie jeden z lepszych albumów w ogóle, nie tylko gamingowych. Sztuka wysoka.

Life is Strange

Drugi z wybranych przeze mnie soundtracków to coś zgoła innego. Nie jest to to już muzyka poważna jak powyżej, to album z popowymi, często smętnymi kawałkami, znanymi z list przebojów (no może z topki radiowej, może z list przebojów dla smutasów jak ja, którzy na Spotify wybierają playlistę dark deep indie i nurzają się w niej). Na playliście wykonawcy, tacy jak Angus & Julia Stone, Jose Gonzales czy Mogwai – to powinno stanowić znak jakości samo w sobie. I chociaż o grze już dawno zapomniałam, kolejne odsłony mnie rozczarowały, to album z piosenkami dalej do mnie wraca.

Spod pióra Pawła Trawińskiego

Moi przedmówcy zdążyli wymienić już kilka naprawdę rozpoznawalnych i ponadczasowych utworów czy też całych ścieżek dźwiękowych. I choć każdy wspomina, że miał problem z wybraniem tych kilku, to dla mnie wybór był oczywisty, mimo że niektórym może wydawać się kontrowersyjny.

Heroes of Might & Magic IV

Czwarta część legendarnej serii strategii turowych zebrała niezasłużone słowa krytyki. W oczywisty sposób wynikało to z ogromnych różnic, jakie wprowadziła w stosunku do „trójki”, której fenomenu nie trzeba chyba tłumaczyć. Mimo to uważam „czwórkę” za wyjątkowo udaną część, z interesującymi kampaniami i moim zdaniem najlepszą ścieżką dźwiękową w całej serii. Nie chcę umniejszać przy tym pozostałym częściom, ale operowe wręcz utwory, jakimi raczyła nas czwarta odsłona Heroes, powodowały u mnie autentyczne ciarki. W szczególności utwór The Preserve, będący motywem przewodnim Natury, czyli czwórkowego odpowiednika Sylvanu.

Death Stranding

Wybór tej produkcji może wydawać się kontrowersyjny, ponieważ… nigdy sam w nią nie grałem. Mimo to obejrzałem tonę materiału z niej, co pozwoliło mi poznać ją od strony audiowizualnej. I choć w kwestii rozgrywki tytuł podzielił graczy, to niezaprzeczalnym faktem jest, że Death Stranding jest niezwykłą ucztą dla oczu i uszu. I jest to zasługa zarówno kompozytora Ludviga Forsella, jak i rewelacyjnie dobranych licencjonowanych utworów. Takie zespoły, jak Bring Me the Horizon, CHVRCHES czy Low Roar (z którym było trochę kontrowersji, ale gra na pewno pozwoliło usłyszeć nowy odbiorcom i muzykę), wyniosły tytuł na nowe wyżyny. Prym wśród nich wiedzie zaś utwór Path zespołu Apocalyptica, który mogliśmy usłyszeć w zwiastunach.

Wielu autorów

Dziennikarski dream team. Najzabawniejsza redakcja w galaktyce. Najlepszy zespół na jaki możesz trafić w swojej ulubionej grze multiplayer. Namaszczeni przez GURU GIER. Mówią na nas różnie. Zawsze jednak sprowadza się to do tego samego: niezależnej zgrai szaleńców-pasjonatów, którzy postanowili wspólnymi siłami odbetonować polską skostniałą branżę dziennikarstwa gamingowego.
UWaga! Gorące informacje!